Shop More Submit  Join Login
×

:iconkyoux: More from Kyoux


Featured in Collections

Texts by buraczek007

Literature by jusoks


More from deviantART



Details

Submitted on
February 13, 2012
File Size
28.0 KB
Submitted with
Sta.sh
Link
Thumb

Stats

Views
4,490
Favourites
67 (who?)
Comments
107
×



07. Marcin

Stanęła w progu jego drzwi. Nie zrobiła jednak kroku, nie weszła do środka.
Nie dla tego, że cuchnęło papierosami.
To była jego przestrzeń.
Przestrzeń, w której było miejsce tylko dla jeszcze jednej osoby.
Nie dla niej.
Wiedziała to od chwili, gdy zobaczyła jego twarz tak blisko tej drugiej. Gdy zastała ich razem, leżących i patrzących sobie w oczy. Może nawet zobaczyła fragment tego, co było kiedyś między nimi?
Wtedy się wycofała... zostawiła ich razem, uśmiechając się do siebie.
Nie chciała psuć tego obrazka.
Wszystko nagle się poskładało. Stało się tak oczywiste. I była w sumie pewna, że nazajutrz będzie jakoś inaczej. Po prostu cieplej.
Jednak powinna się już nauczyć, że nie można ułożyć sobie wszystkiego po swojej myśli.
Pozornie było tak jak wcześniej, jednak przechodząc obok, zamiast ciepła, czuła zimno na karku oraz niewypowiedziane słowa, wiszące w powietrzu.
Obserwowała ze smutkiem, jak z każdym dniem, wiecznie uniesiona głowa Marcina, opadała w dół.
A to co czuł, obrastało pleśnią.
Jak psuł się od środka.
Jak przestał kontrolować swoje emocje.

Bolało ją to.
Bo kocha ich obu. Jak braci. Młodszego i starszego.
Nie wyobrażała sobie już swojego "teraz" bez ich przekomarzanek, bez dokuczanek, bez ich troski o siebie i o nią, pomiędzy pozornie źle brzmiącymi słowami.
Bolało ją, że wczoraj się pokłócili.
Chociaż... w sumie nie zdziwiła się tym faktem jakoś mocno. Jakby czekała na moment, aż Marcin wybuchnie. Aż to, co i tak już się wylewało, w końcu się przeleje, przewróci go i rozbije.

Krzyczał.
Po prostu chodził po kuchni i krzyczał. Coś o szkole, coś o tym, że Nivan się czepia, coś o tym, co było między nimi. Nieskładne, chaotyczne zdania.
Krzyczał.

A Nivan siedział, przy stole, opierając się o ścianę, podążając za nim wzrokiem. Milczał.
Patrzył się na niego i przyjmował te słowa, jakoś dziwnie spokojnie.
Jakby on w tym nie uczestniczył, jakby tak naprawdę, to nie była jego kłótnia. Jakby Marcin spierał się sam ze sobą.
Zauważył ją, przesunął wzrok z jego roztrzęsionej sylwetki na nią, stojącą w ciemności korytarza. Chciała się go zapytać, czy on tego nie widzi? Czemu nic z tym nie zrobi? Przecież, to oczywiste, że Marcin...

Ale zanim zdążyła wypowiedzieć jakiekolwiek słowo, Nivan patrząc na nią, poruszył głową, ledwo dostrzegalnie. Jakby zakazując jej cokolwiek mówić.
Rozszerzyła oczy.
Nic już nie rozumiała.


~~
Usłyszeli szczęk zamka.

Ona aż drgnęła.
On ocknął się ze swojego zamyślenia, dopiero ją zauważając. Spojrzał na nią.
Ale ona już wiedziała.

Rudy wszedł do środka. Nie zdejmując butów ani kurtki spojrzał na nią i zajrzał do pokoju Marcina.
- A co wy tak? Coś się stało? - zapytał, unosząc brew i dodał, marszcząc nos: - Ale tu cuchnie.
- Właśnie dlatego przyszłam, powiedzieć mu, żeby wywietrzył pokój - powiedziała, uśmiechając się niemrawo i spojrzała porozumiewawczo na Marcina. Widząc to, co trzymał w ręku Rudy, szybko zmieniła temat - Czy ja dobrze widzę? Chipsy?
- A tak. Masz - oddał jej bez wahania otwartą paczkę. Uśmiechnęła się, uradowana.
- Przecież ty nie lubisz chipsów - powiedział Marcin, z kwaśną miną. Rudy zaczął w progu zdejmować buty.
- Nie to, że nie lubię, nie przepadam. Ale dzisiaj się zapisałem na takewondo - zdjął jednego buta, ukazując swoją tęczową skarpetkę i zabrał się za drugi.
- Oooo, super! - powiedziała lekko zaskoczona, zajadając się. Ona z pewnością nie mogła powiedzieć o nich, że "za nimi nie przepada".
- I to trzeba było uczcić... chipsami? - zapytał Blondyn, krzywiąc się.
- Nie... To znaczy... zapisałem się do mojego dawnego instruktora, starego znajomego mojego dziadka, który kiedyś mnie uczył. I ten stary pryk, jakimś cudem, od razu mnie rozpoznał i powiedział, że jestem nieodpowiedzialnym gnojkiem, że miałem taki potencjał, który zmarnowałem. Blablabla, że jestem teraz klucha, nie mam już na pewno kondycji i przyda mi się schudnąć.
Firka powstrzymała się chwilę, żeby się nie roześmiać, ale po chwili i tak prychnęła. Blondyn zrobił to o wiele wcześniej. Rudy z miną "ha ha, bardzo śmieszne", odszedł na chwilę odłożyć buty i powiesić kurtkę.
- Ale po co w końcu te chipsy? - zapytał już niecierpliwie Blondyn marszcząc brwi, wciąż oczekując odpowiedzi na nurtujące go pytanie. Rudy oparł się ramieniem o próg, stając obok Firki.
- Bo chce mi dać dietę, na której już raz byłem. Ogółem jest straszna. I nie wiem czemu, wtedy strasznie chciało mi się tego kartoflanego szajsu, ale to tak, że aż o nich śniłem. Więc stwierdziłem, że może jak się teraz nimi napcham, to tego uniknę.
Znów sie roześmiali, a Rudy uśmiechnął się pod nosem, bo ta sytuacja już i jego bawiła.
- E tam, Nivciu, ja uważam, że wyglądasz bardzo dobrze - wspięła się na paluszki i pocałowała go w policzek, który jej lekko przysunął. Uśmiechnął się do niej.
- Bywało lepiej. Ale poprawię się.
- Ty mu nie praw komplementów, bo zmieni zdanie i wróci do kompa - powiedział, uśmiechając się kącikiem ust. Tak naprawdę podobała mu się decyzja Rudego.
- Ty też mógłbyś się za siebie wziąć. Żebra ci widać.
- Wcale nie widać. Nic nie poradzę, że mam tak dobrą przemianę materii i nie lenię się, jak ty.
- Patrząc na ciebie, wolę się jednak lenić - Rudy uśmiechnął się wrednie. Firka przekręciła oczami na ich "rozmowę", ale tak naprawdę ciesząc się, że wszystko między nimi wróciło do" normy".
- Dobra, to ja zostawiam was samych. Marcin ma Ci dużo do powiedzenia - powiedziała głośno i wyraźnie, nie dając Blondynowi kontynuować zaczepki. Marcin zamknął usta po słowach Firki. Spojrzał szybko w drugą stronę, ściągając brwi.

Wróciła do swojego pokoju, zamykając drzwi. Nie lubiła się wtrącać, ale czuła, że Blondyn potrzebował tego kopa. Tak żeby nie było już odwrotu.

Rudy patrzył na jego sylwetkę. Siedzącą na materacu, trochę zagubioną, zmęczoną samym sobą.
Czekał.

Blondyn zaczerpnął głęboko powietrza i spojrzał na Rudego.
- To co, możemy pogadać?
- Jasne - Rudy uśmiechnął się lekko, łagodnie. Nawet nie udawał, że nie wie, o co chodzi. Marcin palił i wyglądał nie najciekawiej. To mówiło samo przez siebie. - Ale może nie tutaj, bo serio tu nasmrodziłeś. Chodźmy do mnie.
Blondyn kiwną głową i wstał. Przeszedł obok Rudego, starając się go nie dotknąć, wbijając głowę w podłogę.

Usiadł na jego łóżku.
Rudy zamknął drzwi. Przysunął sobie fotel-poduchę i usiadł na przeciwko niego, poniżej. Miał jakieś dziwne wrażenie, że Blondyn potrzebuje być trochę "nad nim".
- Chcę cię przeprosić... - powiedział szybko, gdy tylko Rudy usiadł. Mówił to z opuszczoną głową, patrząc jednak w jego w oczy - ...za wczorajsze i w ogóle. Za to, że nie jestem z tobą szczery.
Rudy uniósł mimowolnie brwi i od razu pomyślał, że Blondyn jest najszczerszą osobą jaką zna. Bo mimo że chce, nie potrafi ukryć swoich emocji.
- I w sumie... - Blondyn zamilkł na chwilę - ...w sumie to nie wiem od czego zacząć - uśmiechnął się, czując się tak zagubionym, że chyba bardziej się nie dało.
Rudy chciał mu jakoś w tym pomóc, ale nie mógł przecież mówić za niego.
- To może po prostu od początku? - uśmiechnął się, myśląc, że zabrzmiało to idiotycznie. Dla Marcina nie było to jednak głupie, wręcz przeciwnie. Spojrzał się, gdzieś, w lewo, szukając swojego "początku".
- Może... może zacznę od tego, że ja... hm. Za dużo jest tych moich początków... ale dużo łączy się z tobą. No, na przykład tamten... pocałunek. Mój pierwszy. Mój pierwszy z facetem. Z przyjacielem. - Rudy skrzywił się odrobinę. Blondyn szybko to wyłapał i dodał szybko: - I to wcale nie było tak, że to było dla mnie jakieś straszne.
- Ale uciekłeś.
- Uciekłem, fakt... bo tego nie rozumiałem. Mój świat wtedy, nie był jakiś bardzo głęboki. Tak myślę. - Blondyn uśmiechnął się ironicznie, w głębi duszy śmiejąc się z samego siebie - Nie zastanawiałem się wcale nad sobą... Byłeś obok... i to mi wystarczało. Zawsze się dobrze przy tobie czułem. Nie zastanawiałem się, czy ten przytulas jest odpowiedni, czy dotykanie cię nie wykracza poza granice przyjaźni.
Rudy wydał z siebie niedowierzające, zduszone parsknięcie.
- Marcin, nie wiem, czy to pamiętasz, czy nie, ale gdzieś parę dni przed tym całym gówniarskim pocałunkiem, ty doszedłeś, praktycznie tylko się o mnie ocierając. I to cię wcale nie ruszyło? Ty mogłeś ze mną robić co chciałeś, a ja nie?
Blondyn spojrzał na niego z rozszerzonymi oczami. Przypomniał sobie, dlaczego tak ciężko rozmawia mu się z Rudym. On jakoś zawsze znajduje zbyt dobre argumenty.
- To nie tak... myślałem, że to nie jest jakieś inne, nienormalne.
- Bo nie jest nienormalne. Ale według ciebie, w takim razie, to pocałunek był nienormalny?
Rudy patrzył się na niego ze zduszoną złością. Nie chciał być na niego zły. Starał się jak mógł, ale to po prostu nie wychodziło. Sam nie rozumiał dlaczego.
- Byłem wtedy młodszy, mniej dojrzały od ciebie, głupi. Nie wiem, może przestraszyłem się tego pocałunku, bo to wyszło od ciebie, bo może uświadomiłem sobie przez to, że jednak już dawno przekroczyliśmy tę granicę.  
Blondyn sam się gubił. Przestał już dawno pojmować tamtego siebie. W sumie, tego "teraz" też.
- No dobra. Przyjmijmy, że byłeś głupi. Wiele się nie zmieniło, ale powiedzmy, że wtedy byłeś głupszy i nie do końca rozumiałeś, co odwalasz. Tylko proszę nie wciskaj mi kitu, że zrozumienie tego zajęło ci aż tyle, że praktycznie straciliśmy ze sobą kontakt. Bo zacznę brzydzić się tym, że podobał mi się tak wielki kretyn.
Blondyn od razu wychwycił słowa "podobał mi się". Tak jak gdyby powiedział je pogrubioną czcionką. Uśmiechnął się sam do siebie.
- Dobrze, że ciebie to bawi, bo mnie wcale - powiedział Rudy, widząc uśmiech na twarzy Blondyna i źle go interpretując.
- Nie, to nie tak! - odpowiedział szybko, z rozszerzonymi oczami. - Tak naprawdę, to tamten pocałunek naprawdę nie był dla mnie zły - Blondyn po chwili pomyślał, że źle dopiera słowa. Mógł przecież powiedzieć "ten pocałunek zajebiście mi się podobał, tak zajebiście, że aż nie mogłem w to uwierzyć". No ale cóż. - Dość długo zajęło mi zrozumienie swoich uczuć, które w sumie dopiero sobie uświadamiałem i uznanie ich za dobrą rzecz. Ale jak już w końcu chciałem ci to powiedzieć, to ty flirtowałeś z tym chłopakiem od aikido i... po prostu się wkurwiłem... - ostatnie słowa wypowiedział trochę szybciej, znów wlepiając wzrok w podłogę. Z małą pretensją, masując nerwowo palcami drugą dłoń.
Rudy nie mógł powstrzymać uśmiechu. Prawie już nie pamiętał "chłopaka od aikido".
- Byłeś zazdrosny? - powiedział, nadal się uśmiechając.
- Trochę. - Blondyn miał mówić całą prawdę, ale przecież "byłem w chuj zazdrosny i tak, że miałem ochotę rozszarpać tego debila", zabrzmiałoby głupio...
- I nie mogłeś mi tego po prostu powiedzieć wieki temu? - Rudy pokręcił głową w niedowierzaniu. - Marcin, kretynie, pewnie jakbyś do mnie wtedy przyszedł, mówiąc, że nie gadałeś ze mną, bo czułeś się zazdrosny, to ja byłbym gotowy rzucić to aikido w diabli. Cieszyłbym się, jak głupi - zmarszczył brwi i spojrzał na Blondyna - Czemu mi wtedy tego nie powiedziałeś?
- Nie wiem...
Naprawdę już nie wiedział.
Słowa Rudego ucieszyły go i zabolały jednoczenie.
Zdał sobie sprawę, że tak mało w życiu ryzykował. Że wszystko go zawsze tak bardzo przerasta.
Zaczął się zastanawiać, patrząc na Rudego, czy gdyby teraz mu powiedział co do niego czuje, on by się ucieszył...

Nie...
Na pewno nie. Ma go teraz pewnie za chudego gówniarza. Furiata.
Chociaż wtedy też był chudym gówniarzem...
No ale Rudy wcześniej nie miał faceta i nie był "taki".
Taki...

Blondyn zmarszczył brwi, na myśl, że chyba tylko on się nie zmienia. I że jest żałosny.
Milczeli przez chwilę. Rudy patrząc w jakiś punkt na ścianie, a Blondyn wyglądał, jakby szukał czegoś na podłodze.
- No dobrze - powiedział Rudy, po tej dłuższej chwili ciszy, jakby sobie poukładał to, o czym przed chwilą rozmawiali. - Czyli nie chciałeś ze mną rozmawiać, jak się spotkaliśmy na uniwerku, dlatego że byłeś na mnie zły za "chłopaka od aikido"? - Rudy zmarszczył brwi, bo wydało mu się to wyjątkowo absurdalne.
- Nie dlatego. Chociaż może po części też.
- Więc dlaczego?

Blondyn spojrzał na Rudego wzrokiem, który przez chwilę ciężko było mu zinterpretować. Nie do końca smutne, nie do końca zawiedzone, nie do końca przepełnione żalem i złością.
Miał jakieś dziwne wrażenie, że widział już kiedyś takie spojrzenie.
Nie potrzebował dużo czasu. Przypomniał sobie.
Rav patrzył się na niego w ten sposób, gdy wracał nie wiadomo skąd. Gdy parę godzin temu spał z kimś innym.
Taki wzrok miał też Josh, gdy wrócił, a on zrobił, co zrobił.   
- Przespałem się z kimś, kogo znasz? - Rudy wypowiedział to zdanie, od razu, po narodzeniu się tej myśli w głowie. I od razu wiedział, ze trafił w samo sedno.
W punkt, który był dla Blondyna bolesny.
Marcin rozszerzył oczy i uśmiechnął krzywo na te słowa, czując się na granicy. Nie wiedział, czy ma płakać, czy się śmiać. Bo rzeczywiście Rudy trafił w samo sedno. Tak celnie, że chyba bardziej się nie dało.
- Tak. - powiedział trochę chrapliwie, jakby to słowo nie chciało mu przejść przez gardło.
Rudy zmarszczył brwi i podniósł się z pozycji pół-leżacej. Usiadł na krawędzi poduchy, by siąść bliżej niego. Patrzył na niego z dołu.
Był ciekawy. A jednocześnie czuł się już jakoś głupio.
-  Z kim? - zapytał. Ale Blondyn nie odpowiedział, dodał więc, próbując jakoś mu pomóc. Jakoś spróbować go za to przeprosić:
- Nie zrobiłem tego świadomie, chyba o tym wiesz... - wypowiedział te słowa tak, jak potrafił najłagodniej, ale od razu widział, że powiedział coś nie tak. Mina Blondyna mówiła sama za siebie. Nie patrzył na niego, przekręcił głowę, tracąc panowanie nad mięśniami swojej twarzy
- Marcin...?
Rudy wyciągnął do niego dłoń i chwytając jego podbródek, zmusił go tego, żeby na niego spojrzał.
- Z kim się przespałem? - powtórzył. Nie uzyskał odpowiedzi.
- Z kim...?

- Ze mną. Ze mną się przespałeś...


Rudy odgiął gwałtownie głowę do tyłu, jakby miał zaraz dostać pięścią w twarz, nie wierząc w to, co usłyszał.
- Że co? - powiedział trochę za bardzo ironicznie. Traktując to jak głupi żart.
Blondyna to zabolało.
- Że gówno. - Marcin wytarł szybko to coś mokrego, co spłynęło po jego twarzy. Rudego coś ścisnęło w żołądku. - To bezsensu... po co ja ci to w ogóle mówię - dodał Blondyn z zaszklonymi oczami i schował twarz w dłoni, palcami pocierając o swoją skroń. Rudy siedział przez chwilę, jak zamurowany, analizując szybko swoje wspomnienia.
Nic mu się nie wyklarowało.  
- Dobrze, "gówno" mi mówi, że sobie nie żartujesz. Przepraszam za moją reakcję. A to wszystko mi mówisz, żeby nie było więcej takich sytuacji, jak ta wczoraj. - Rudy chwycił jego dłoń, w której się chował, chcąc widzieć jego twarz. Blondyn nie dał mu tego zrobić, machnął na niego ze złością. - I żebym wiedział, o co ci chodzi. Więc jak już mówisz, to dokończ i mnie nie drażnij.
Po krótkiej "szarpaninie" z ręką Blondyna, Rudy w końcu wygrał, chwytając jego dłoń i zamykając ją w swojej. Jak za machnięciem magicznej różdżki Marcin się uspokoił. Jego ramiona opadły, a on sam spojrzał na ich złączone dłonie i wytarł znowu coś mokrego, co popłynęło po jego policzku.
Spojrzał na Rudego. Poczuł się słaby i nijaki.
Brzydził się sobą.
Brzydził się tym, że cieszy go jego każdy, najmniejszy gest.
Ale już nie było odwrotu.
Nie miał już siły.

- Przespałeś się ze mną po imprezie w Atlancie. Ja już wiem, że ty tego nie pamiętasz, bo dużo wtedy łykałeś - wytarł kolejną łzę, która wypłynęła mimowolnie. - Ale na początku myślałem, że specjalnie udajesz, że nie pamiętasz, bo obiecałeś mi tamtego wieczora, już po wszystkim, że do mnie zadzwonisz. Ale nie zadzwoniłeś. A ja się tak głupi cieszyłem, że to zrobisz. Bo naprawdę myślałem, że naprawiłem swój błąd - druga, trzecia, czwarta, wciąż je zmywał z twarzy. - Tak naiwnie myślałem, że może jakoś sobie to wszystko poukładamy. Bo tobie też się podobało, widziałem to przecież. Nawet mówiłeś, że za mną tęskniłeś - zaschło mu w gardle, czuł w klatce piersiowej jakieś dziwne, niespokojne mrowienie. Rudy mocniej ścisnął jego dłoń. Milczał.
- I czekałem... nawet nie wiesz, ile ja czekałem - powstrzymał wybuch, żeby nie rozryczeć się jeszcze bardziej - A potem jak cię zobaczyłem na uniwerze, to czułem taką okropną złość... aż mnie rozrywało. Bo czułem się wtedy wykorzystany. Jakbyś coś mi zabrał i po prostu uciekł. Zastanawiałem się, dlaczego ta cholerna karma znów mnie z tobą wiąże.
Blondyn zamilkł na chwilę, próbując się uspokoić. Rudy patrzył na niego ze zmarszczonymi brwiami, trzymając go za rękę. Czuł się jak skończony kretyn.
Bo nic nie pamiętał. Ale wiedział, że to wszystko jest możliwe. Bo miał kilka takich sytuacji.
Rani wszystkich. Świadomie i nieświadomie.
Po prostu zajebiście.  
- To dlaczego zgodziłeś się tu mieszkać? - Rudy powiedział to ze ściśniętym gardłem. Blondyn wzruszył ramionami.
- A ja wiem... Pewnie podświadomie chciałem być obok ciebie. Sam widziałeś... że ja nie panuję nad sobą, jak jesteś blisko mnie.
Rudy uśmiechnął się jakoś smutno.
- Dlatego zerwałeś z Nathem? Przeze mnie?
Blondyn tylko kiwną głową, juz nie patrząc na niego, próbując powstrzymać kłębiące się w środku emocje. Rudy westchnął głęboko.
Wcale nie zrobiło się lżej po tym wszystkim.
- I co ja mam teraz z tobą zrobić...? - powiedział bardzo łagodnie. Smutno, czując się teraz bardziej zagubionym niż Marcin.
Było mu go szkoda.
Nie chciał mówić swoich mądrości o tym, że Blondyn mógł to załatwić inaczej. Że mógł mu jebnąć w twarz na powitanie i wszystko by się wyjaśniło. Blondynowi byłoby łatwiej. Ale on pewnie też już o tym wiedział.
- Nie wiem -  Marcin uśmiechnął się bezsilnie. - Przytulisz mnie?
Rudy westchnął, uśmiechając się delikatnie.
- Tak, chodź... - przyciągnął go delikatnie do siebie. Objął. Blondyn drżał w jego ramionach, targany spazmami powstrzymywanych emocji.

Chciał tylko chwilę. Tylko moment.

Nie.
Dzisiaj miał być dzień bez kłamstw i tajemnic.

Chciał tak zawsze.

- Mogę dzisiaj spać z tobą?
Rudy uśmiechnął się, patrząc się w dół, w te czerwone i mokre oczy.
- Wiesz, że teraz nadużywasz mojej słabości?
- Tak. Wiem. - Blondyn uśmiechnął się do niego.
Rudy westchnął teatralnie. Uśmiechał się jednak. Trochę smutno.
- Możesz. Ale już na dzisiaj wykorzystałeś limit.
- Ale na dzisiaj.
- Nie łap mnie za słowa, głupku... - Rudy nachylił się nad nim i pocałował go w czoło. Blondyn zamknął oczy, uśmiechając się. Uspokajał się, pomału. - I nie rycz już, bo mi serducho pęka. Żeby płakać, przeze mnie. - poruszył głową, niedowierzając w to wszystko - Wariat jesteś.
- Wiem. Ale twój.
Rudego przeszedł dreszcz.
- Mówiłem ci już. Skończyłeś swój limit na dzisiaj.
- Odejmij to od jutra.
Rudy uśmiechnął się kącikiem ust. Przyszło mu na myśl, że...
- Marcin... ale wiesz, że ja...

Blondyn wiedział. Ale w jego ramionach wszystko było tak mało istotne. Takie błache.
- Wiem... Poczekam.
Rudy tylko przekręcił oczami.

Siedzieli tak, przez dłuższą chwilę. Milcząc, nie poruszając już tego tematu.
Rudy chciał wiedzieć więcej. Widział jednak, ile to kosztuje Blondyna. Miał nadzieję, że może poskłada to sobie wszystko sam. Że to co pamiętał z tamtej imprezy, może połączy się z jakimś "snem", który miał, kiedyś, o tym durniu.  

Nie wiedział w sumie, co ma dalej z tym zrobić.
I to nie tak, że tego nie podejrzewał. Nie jest ślepy, głupi w sumie też, chociaż czasami udaje, bo tak wygodniej.
Ale to wszystko było bardziej intensywne niż mu się wcześniej wydawało.
Znalazł się element, którego mu brakowało. Który wpasowuje do wszystkich sytuacji, jakie między nimi ostatnio były. I wszystko nabrało innego sensu.

Złość Marcina nie była już tą samą złością.
Jego wybuchy, jego próba pocałunku, jego spanie u niego. To, że wtedy nie poznawał, że go zna.

Nagle to, co tak bardzo go denerwowało w Blondynie zniknęło.
Jego złość i irytujące zaczepki nie były już bez powodu.
Nabrały jakiegoś innego sensu.

Boże.
Trzymał właśnie w ramionach osobę, która nie musiała mówić słowa o tym, że czuje do niego coś... głębszego.
A on i tak to wiedział.
Chyba pierwszy raz.
:bulletred:English version: [link]:bulletred:

- polish -

Rozdział 01 [prolog] - [link]
Rozdział 07 [rozmowa]
Rozdział 08 - [link]

[link] <- piosnka

No.
Dzisiejszy walentynkowy rozdział sponsoruje mój 9-godzinny wyjazd do Warszawy w tą i z powrotem. :D:D:D
Ogółem, nie polecam.

Jak zwykle, poproszę o komentarze :3
Add a Comment:
 
:iconpsychiczna66:
psychiczna66 Featured By Owner Aug 14, 2014  Hobbyist Artist
Doprawdy, ale mam zapłon. Dopiero to czytam.
Ei, ale możesz mi powiedzieć, dlaczego się popłakałam? XD
Reply
:icontuturu-chan:
Tuturu-chan Featured By Owner Dec 14, 2013  Hobbyist General Artist
 Nie, to nie tak! - odpowiedział szybko, z rozszerzonymi oczami. - Tak naprawdę, to tamten pocałunek naprawdę nie był dla mnie zły - Blondyn po chwili pomyślał, że źle dopiera słowa. 

No, doPiera słowa nie za dobrze. Ale doBiera jeszcze gorzej XD
Reply
:iconkyoux:
Kyoux Featured By Owner Dec 19, 2013
Rozdziały są po korekcie, ale jeszcze ich nie wrzuciłam na stronę. >_> 
Zostawię sobie te twoje komentsy w skrzynce, żeby sprawdzić, czy na pewno te błedziochy poprawione zostały
Reply
:icontuturu-chan:
Tuturu-chan Featured By Owner Dec 19, 2013  Hobbyist General Artist

Spoooko :D

//powodzenia w pisaniu dalej! Ja dziś wieczorem siadam i nadrabiam resztę, cudo nie opek~! :heart:

Reply
:iconkyoux:
Kyoux Featured By Owner Dec 20, 2013
Miłego czytania :D
Reply
:iconbumszakalakabaka:
BumszakalakaBAKA Featured By Owner Nov 22, 2013  Hobbyist
Specjalnie założyłam konto by to skomentować .... i tu powinien być jakiś długi komentarz na temat opowiadania jak bardzo mnie wciągnęło i że jest najlepsze jakie czytałam ale nie mogę się wysłowić więc ... napisze że jest po prostu no ten no Waaaa *O* <3
Reply
:iconkyoux:
Kyoux Featured By Owner Nov 23, 2013
Aww :D Dziękuję, to bardzo miłe :hug:
Cieszę się, że się podoba :D
Reply
:iconafiketi:
Afiketi Featured By Owner Nov 18, 2013  Student General Artist

Boże jak to czytam to normalnie wariuję. Jakby ktoś mnie widział pomyślałby, że mam atak padaczki

 

Podziwiam za tak świetne pomysły *pada na kolana i składa pokłony*

Reply
:iconkyoux:
Kyoux Featured By Owner Nov 23, 2013
;_: Dziękuje!
Reply
:icontigraingrow:
TigraIngrow Featured By Owner Nov 13, 2013
OMG, jestem pod mega wrażeniem. Świetnie napisane.
Reply
Add a Comment: