Shop More Submit  Join Login
×

:iconkyoux: More from Kyoux


Featured in Collections

Texts by buraczek007

Literature by jusoks


More from deviantART



Details

Submitted on
January 4, 2012
File Size
28.7 KB
Submitted with
Sta.sh
Link
Thumb

Stats

Views
6,217
Favourites
83 (who?)
Comments
66
×




02. Blondyn



Parę miesięcy temu myślałem, że to po prostu karma.
Że, no wiecie, pewne sprawy, których nie zakończyliście w odpowiednim momencie albo te, które spieprzyliście po całej linii wracają, po pewnym czasie. Ba, czasami nawet ze zdwojoną siłą.

Dzisiaj, na przykład, zabiłem pająka. Myłem zęby, a on chodził mi po umywalce. Lubię pająki, są pożyteczne, ale nie mogłem się oprzeć przyjemności spuszczenia go razem z moimi charchami od pasty do zębów.

I co?
I nim się obejrzałem, już za to zapłaciłem.
Oparzyłem sobie palucha wrzątkiem, nalewając herbatę. Burchel mam.
Duży i boli.

To też karma... albo po prostu wrodzone sieroctwo.

Jednak o czymś większym tu mowa. Moja prawdziwa ‘karma’ wróciła do mnie ze zdwojoną siłą. Po latach.
To znaczy z początku myślałem, że moja ‘karma’ się skurczyła, bo zawsze była ode mnie pół głowy wyższa. Dopiero po chwili zdałem sobie sprawę, że to ja urosłem. Sporo.

Moja ‘karma’ miała szersze bary niż kiedyś i nie tak marchewkową czuprynę.
Tak naprawdę... w pierwszej chwili "jej" nie poznałem. Albo po prostu się nie spodziewałem...

...

Moja "karma" ma na imię Nivan.
I jest głównym partem mojego sekretu.

Heh....
Czemu nie mogę posiadać takiego sekretu, który zawiera w sobie tajemnicę o moich super mocach? Że no wiecie, jestem super-bohaterem ratującym świat. To by dopiero było życie.
Ale niestety - nie ugryzł mnie zmutowany pająk, nie jestem mutantem, a rodzice nie zginęli na moich oczach.

Mam jednak ten swój sekret.
Niestety równie żałosny, jak moje marzenia o byciu superhiroł.
Gdyby chociaż odrobinę nadawał się na jakiś film akcji, to mógłbym go bez problemu ujawnić i zarobić miliony. Albo nawet zagrać główną rolę, stać się sławnym i zarobić dodatkowe miliony.
Ale oczywiście nic nie jest takie proste. Mój sekret nadaje się jedynie na tanie romansidło.
W dodatku z pedałem z problemami w roli głównej.
Badum tsssss...

Ej, a mieliście może kiedyś taką małą tajemnicę, która wydawała wam się ogromna, a w rzeczywistości była okropnie błaha?
Moja też taka była. Ale... hm. Myślę, że przez to, że nie ujawniłem jej w odpowiednim czasie, ona urosła. Teraz nie tylko może ponieść za sobą konsekwencje i dużo zepsuć, ale po prostu... stała się duża. Zbyt duża. Dusząca.

I to jest mój problem.
Duszę się nią i duszę się dymem papierochów, które dzisiaj wypaliłem.
Szkoda, że Nath* tego nie widzi...

A dlaczego o tym wszystkim przynudzam?
Bo podjąłem decyzję. [tutaj powinny być fanfary]
Bo wczoraj...
Wczoraj pokłóciłem się z Rudym.
Z Nivanem.
Bo wiecie, karma czasami robi z nami dziwne rzeczy.
Na przykład nagle mieszkacie z kimś, do kogo macie okropny żal.
A potem dziwicie się, że nie potraficie powstrzymać się od ciągłego wbijania mu szpilek.

Ale wczoraj to nie były "przekomarzanki".
Pokłóciliśmy się. Tak naprawdę.
Bardzo.
Przestraszyłem się. Szczególnie, gdy zobaczyłem minę Firki**. Ona nigdy się nie wtrąca w nasze sprzeczki. Ale wczoraj wyszła na korytarz z miną, której chyba nie zapomnę.
W sumie... to też się nie wtrąciła. A mimo to poczułem, patrząc na nią, jak bardzo boli ją, że się żremy.  
Zrobiło mi się głupio.
Ogółem Rudy jest stworzeniem złośliwym, ale ciężko go wyprowadzić z równowagi, więc wczoraj musiałem mocno przegiąć pałę.
Wiem dobrze, że już tego nie kontroluję. Czuję, jak złość rozszarpuje mnie od środka. Duszę się wszystkim tym, co chce mu wykrzyczeć w twarz, a nie mogę. Chcę żeby przestał patrzeć na mnie jak na furiata. Chcę, żeby wiedział, że jest ten cholerny powód.


Jeszcze... jakieś 30 minut. Za pół godziny wróci do domu, a ja powiem mu wszystko.
Jeśli te cholerne myśli nie zabiją mnie wcześniej.
Zdecydowałem.
Dzisiaj będzie dzień bez tajemnic.


____________________

Parę dni wcześniej...

- I czemu nie mogłeś iść sam? - zapytał Rudy, trzymając ręce w kieszeniach i patrząc się na Blondyna podejrzliwie.
- Booo, mój drogi, wpadłem na genialną myśl, że sobie razem... pobiegniemy!
Rudy uniósł brwi i przez chwilę miał naprawdę głupią minę.
- Czasami nie wiem, co mam powiedzieć na te twoje genialne pomysły. Ej... - Nivan gwałtownie się zatrzymał. - Żartujesz sobie, no nie? - dodał trochę zaniepokojony.
Na to pytanie Blondyn zatrzymał się w pół kroku, obrócił się zgrabnie na pięcie i wyszczerzył się.
- Nie. Nie żartuję - odpowiedział.
Rudy przez chwilę milczał. Najwyraźniej musiał przetrawić znaczenie tych słów.
- Przed chwilą wróciłeś. Nie było cię trzy dni. Ja przed chwilą wróciłem po ośmiu godzinach zajęć. Mam kaca. A ty chcesz teraz BIEC? Po obiad?
- Kiedyś byłeś bardziej spontaniczny... - naburmuszył się Blondyn. - Pomyślałem, że zrobimy coś innego... bo tylko siedzimy i pierdzimy w stołki. A kiedyś biegaliśmy. Dużo. Wszędzie i zawsze.
- Kiedyś to ja miałem z piętnaście kilogramów mniej.
- Nie moja wina, że tyle wpierdalałeś przez... - Blondyn szybko się jednak opamiętał, widząc minę Rudego. - To nie jest daleko - dodał szybko.
Rudy uniósł jedną brew i spojrzał na niego krzywo. Znów chwilę milczał, wiercąc wzrokiem niższego
- Jak "niedaleko"? - spytał podejrzliwie. Nauczył się już, że praktycznie zawsze w tym, co mówi Blondyn, jest jakiś kruczek.
- Em... No nie jest daleko, jak trochę poskaczemy.
- ...poskaczemy...
- No. Przez te budynki - wskazał je gestem głowy. - Jak się spieszę, to sobie skracam drogę na próby.
Rudy tego właśnie się obawiał. Westchnął i spojrzał na niezbyt wysokie budynki. Wyglądały trochę jak szlaczek, który robiło się w podstawówce. W górę i w dół, w górę i w dół. W górę i...
- Jeśli chcesz zrobić ze mnie drugiego Ezia/Altaira, moja odpowiedz brzmi: nie, dziękuję.
Blondyn spojrzał na niego z lekkim zniecierpliwieniem. I lekkim wyrzutem. Bo naprawdę uważał, że to dobry pomysł. Poza tym stali w jednym miejscu już zbyt długo, a on był głodny. Firka* pewnie już kona w domu.
- Niiiiivaaan, no daj spokój - zgiął szybko parę razy kolana w geście zniecierpliwienia. - Chyba uczyli cię przewrotów na tym twoim "ninjitsu"? Masz na pewno mocne nogi. Będzie fajnie. No nie bądź sztywniak. Pomogę ci.
Rudy chwilę patrzył się na Blondyna, jakby się zastanawiając. Potem spojrzał znów budynki i wyjął ręce z kieszeni.
- W sumie... w sumie rzeczywiście, może być fajnie.
Uśmiechnął się lekko do siebie, zaczesał włosy na prawą stronę. I ruszył, bez uprzedniego informowania Blondyna, przed siebie.
- Ostatni stawia piwo~! - krzyknął, stawiając duże, mocne kroki.
Blondyn otworzył szeroko oczy, uśmiechnął się i pobiegł za nim.
- Cheaterze, czekaj!


____________________

Biegliśmy tak po prostu, jak kiedyś.
Czując wiatr w płucach, czując się tak lekko.
Beztrosko.

Śmiejąc się.
Wdrapując po ścianach, skacząc, ufając uściskowi swojej ręki.
Bez żalu, bez niepotrzebnych słów.
Po prostu biegliśmy. Przed siebie.
Nie zatrzymując się.
Tak jak kiedyś.

Kiedyś przeskakiwaliśmy płoty, uciekaliśmy przed starszymi "kolegami", wdrapywaliśmy się na niewysokie budynki, żeby skakać na pobliski piasek.
Teraz możemy więcej.
O wiele.

Tęskniłem za tym.
Mam nadzieję, że on też. Chociaż odrobinę.


____________________

- Pijesz z tęsknoty za nami?
- Żebyś wiedział - powiedziała, udając urażoną. Siedziała przy stole w kuchni, popijając piwo z zielonej butelki - Mieliście wrócić za 15 minut, a wracaliście wieki. Czuję, że dostałam garba i zmarszczek.
- Jak dla mnie wyglądasz tak samo, jak wychodziliśmy. - Blondyn podszedł do niej i pocałował ją czule w skroń. Uśmiechnęła się szeroko, chichocząc przy tym jak podlotek.  
- Nivciu, a co ty masz taki włos rozwiany? - spojrzała właśnie w stronę Rudego, który otworzył sobie piwo i tuż przed wypiciem zdrowego łyka, odpowiedział, olewając w sumie stan swojej fryzury:
- Bawiliśmy się z Marcinem w Assasinów.
- ? - spojrzała na nich zdziwiona, udając, że nie ma pojęcia, o co chodzi.
- Taka gra jest. Wiesz, wcielasz się w przystojniaka, który nie dość, że siedzi na koniu, to jeszcze uprawia freerunning i w palcem w zadzie - tu Blondyn się podrapał, bo przypomniał sobie, że go swędzi - …potrafi zabić tuzin uzbrojonych strażników.
- Ale wy nikogo nie zabiliście? - powiedziała rozbawionym tonem. Patrząc jednak na ich dziwne, kamienne miny, dodała podejrzliwie i lekko niepewnie - ...no nie?
- Tylko tych złych - odpowiedział Rudy. Blondyn na te słowa złączył z nim pięść, usatysfakcjonowany jego odpowiedzią.
Firyal spojrzała na nich trochę krzywo, ale z sympatią dla ich wygłupów. Otworzyła swoje pudełko z chińskim żarciem i zaczęła jeść palcami.
- No to co w końcu robiliście, tak serio, że tak długo was nie było?
Blondyn spojrzał na Rudego, a potem na nią.
- Przypominaliśmy sobie, jak to było kiedyś.


____________________

- No i tak to było - skończyła opowiadać historię ich trzydniowego wyjazdu, nadal trzymając dłoń na ustach Blondyna, po to by ten w końcu przestał jej przerywać.
- Podziwiam cię, że wytrzymałaś z tą bandą - powiedział Rudy, rozbawiony całą tą historią o całkiem imponującej improwizacji Blondyna w trakcie występu oraz jego tajemniczym zniknięciu, rzyganiu przez całą drogę powrotną ich perkusisty, spaniu w jednej kupie z członkami innego zespołu i prawdopodobnym zobaczeniu Wintera, "sławnego" zagranicznego wokalisty, o którym Rudy do tej pory nie miał zielonego pojęcia.
- Wytrzymuję z waszą dwójką, więc oni to był mały pryszcz - uśmiechnęła się i w końcu uwolniła usta Blondyna.
- Ty jej nie słuchaj. Nie dość, że większość z tego, co mówiła, to pomówienia, to jeszcze tutaj próbuje z siebie zrobić pokrzywdzoną. Stawiała nas do pionu, rozstawiała po kątach, mówiła czego mamy nie robić. A co najgorsze... wszyscy się jej słuchaliśmy.
Rudy roześmiał się. Znał już tą stronę Firki, więc w sumie nawet trochę się tego spodziewał.
- Chyba przypadkowo załatwiliście sobie nowego lidera.
Blondyn spojrzał na Firyal, jakby zobaczył ją pierwszy raz. I uśmiechnął się:
- Chyba rzeczywiście.
Firyal uśmiechnęła się szeroko i uścisnęła go mocno. Rudy uśmiechnął się kącikiem ust.
- Trzeba to uczcić kolejnym piwem! - Blondyn już miał sięgać po następne piwo, stojące obok łóżka, gdy nagle do jego głowy wpłynęła niespodziewana myśl - Albo nie. Mam coś lepszego! - zerwał się szybko i poszedł do swojego pokoju.
Wrócił po chwili, trzymając w ręku dużą butelkę wina. O dziwo, wrócił też bez spodni.
- A swoje portki gdzie zgubiłeś, panie chude nóżki? - zapytała rozbawiona, patrząc na jego smukły wizerunek. Był tylko w długiej czarnej koszulce, przykrywającej czarne bokserki.
- Bo mnie coś tyłek swędzi, a te spodnie, co miałem, są dość ciasne - podrapał się bez krępacji, po czym usiadł na fotelu, położył nogi na łóżku i zaczął zajmować się otwieraniem wina.
Rudy i Firyal spojrzeli na siebie z jakimś złośliwym uśmieszkiem, unosząc wysoko brwi.
- Może coś złapałeś? - zapytał Rudy - albo...
- Nawet nie kończ. NIE. Zdecydowanie nie.


____________________

- Ej, chłopaki, opowiedzcie mi w końcu, jak się poznaliście... - powiedziała, opierając podbródek na swoim kolanie, siedząc obok Niva na jego łóżku. Miała już lekko zaróżowione policzki od alkoholu, a stan w którym była, można było nazwać "lekko szumiącym".
- Nic nie opowiadacie. W sumie nie wiem nic więcej poza tym, że się kiedyś znaliście - kontynuowała, nie słysząc oczekiwanej entuzjastycznej opowieści. Wręcz przeciwnie. Nagle zrobiło się jakoś dziwnie chłodno.
Chłopaki wymienili ze sobą spojrzenia. Znaczące, ale twarde.
- W sumie to chyba niewiele osób wie... - odpowiedział w końcu Blondyn, patrząc się nadal w oczy Rudego.
Firyal patrzyła na nich może trochę zdziwiona, albo chyba bardziej... zaintrygowana. Była ciekawa ich wcześniejszej relacji. Zdziwiła się początkowo, słysząc, że znali się wcześniej... bo zachowywali się trochę tak, jakby dopiero się poznali. Albo... jakby znali się zbyt dobrze.
- Poznaliśmy się w gimnazjum. - W końcu zaczął Rudy, przenosząc wzrok na Firyal. Blondyn przyglądał się mu uważnie, ściskając w dłoni butelkę kolejnego piwa.
- W gimnazjum? Jejku, to w sumie dawno. Byliście dobrymi kolegami?
- Przyjaciółmi - powiedział Rudy, posyłając mu krótkie spojrzenie. Blondyn nadal milczał, ale jego palce mimowolnie mocniej zacisnęły się na butelce. Firka uniosła lekko brwi.
- Marcin dołączył trochę później do klasy informatycznej. Nie wiem, czy byś go poznała - uśmiechnął się na tą myśl.
- Czemu? - zapytała zaintrygowana.
- No wiesz, zero tatuaży, kolczyków. Ciemne włosy zaczesane na bok. Trochę jakby nieśmiały. Taki tam, przeciętny chłopak. Ale potem wyszło szydło z wora.
Blondyn uśmiechnął się lekko do siebie.
- Niv wtedy też inaczej wyglądał. Chudy dryblas. Ale miał te swoje długie czarne kudły, Wiązał je w wysoki kucyk. Mówię Ci... diabeł z wyglądu, diabeł z zachowania.
Firka uniosła brwi i zaśmiała się.
- Chyba wam osobowości zamienili w między czasie. Tak strasznie wyglądasz w swoich naturalnych włosach?
- Hmm... - Rudy podrapał sie po szyi. - Chyba poważniej. Nie wiem. Rude jakoś to zniwelowały.
- Ah, łapię. Pokażesz mi kiedyś zdjęcia, bo jestem ciekawa. A jak zostaliście przyjaciółmi?
- Normalnie. Dużo nas łączyło. Lubiliśmy podobne rzeczy, oboje byliśmy gadułami....
- Taaa... przez to z zachowaniem było u nas kiepsko. Ale w sumie posadzili nas chyba razem już na pierwszych zajęciach.
- Aaa... chyba tak. Bo mój kolega złamał nogę, czy coś tam i zwolniło się obok mnie miejsce.
- Właśnie tak. I się zaczęło.
Znów wymienili spojrzenia. Znaczące, ale ciepłe.
- Czuję, że to ma swoją dalszą historię. Ale to zaraz, bo mnie kibel wzywa. Wracam za minutę. Albo trochę dłużej. Muszę jeszcze coś zjeść - zerwała się szybciutko i poleciała do przybytku zwanego toaletą.


____________________

Oboje mieli lekki uśmiech na twarzy na wspomnienie tych wszystkich dobrych chwil. Unikali jednak swojego spojrzenia. Bo była jeszcze ta druga część. Którą oboje zapamiętali inaczej.

- Zimno jakoś. - Blondyn wstał, odkładając butelkę. Rozprostował kości.
- Jak się tak wystroiłeś, to niedziwne.
Blondyn spojrzał na Rudego z miną mówiącą "oj tam, oj tam". Chwilę stał w jednym miejscu, przyglądając mu się z pewnym zastanowieniem.
- Nie wiem, czy to tylko moje głupie wrażenie, ale wydaje mi się, że jesteś jakiś przybity...
Rudy uniósł brew i uśmiechnął się lekko.  
- Wydaje ci się. Jestem trochę zmęczony. A poza tym obudziłem się dzisiaj z kacem.
- Powinniśmy złożyć ci zażalenie, że pijesz bez nas.
- Dobrze, postaram się je rozpatrzyć w ciągu tygodnia. - Rudy uśmiechnął się.
- A tam, powinieneś od razu podpisać i dodatkowo wykazać swoją skruchę. Alex wydaje się fajny, też chciałbym go poznać... Ej, mogę? - zapytał, biorąc do ręki bluzę Rudego, leżącą jeszcze przed chwilą na krześle, na którym siedział.
Rudy uniósł wysoko brew.
- No... niech stracę.
Blondyn, zadowolony, wciągnął bluzę przez głowę. Była duża. O wiele za duża.
Rudy zatrzymał na nim dłużej wzrok. Złapał się po chwili na tym i robiąc zabawną minę, spojrzał w drugą stronę.
Blondyn szybko to wychwycił.
- Oho. Chyba zauważam pewną słabość do blondynów w za dużych ciuchach.
- Czyste pomówienie.
- Czyżby? - podszedł do łóżka, a Rudy widząc to, odwrócił się dla żartu tyłkiem. Blondyn zaśmiał się, widząc jego reakcję.
- Aż tak się boisz przystojnego blondyna?
- Chciałbyś. Ale odejdź. - Mówił to rozbawionym tonem. Blondyn śmiejąc się, próbował go odwrócić.
- A jednak! Miałem rację!
- Żadna mi tam racja. Ale odejdź.
- Głupi! - Nadal się śmiejąc, po krótkich zapasach i małej szarpaninie przewrócił Rudego na plecy. W sumie nawet nie wiedząc kiedy, znalazł się na nim, patrząc mu w oczy.


____________________

Ten dzień był zupełnie inny od wszystkich tych, które spędziliśmy w tym mieszkaniu.
Mimo tego, że często rozmawiamy w trójkę, razem jemy, pijemy czy gramy, nigdy wcześniej nie odczułem radości z tego, że po prostu jesteśmy obok siebie.
Razem.

Cieszyłem się z tego wyjazdu. I nie ważne, jaki był i jaki nie był, zbliżyłem się z Firyal. Dowiedziałem się o niej wielu rzeczy, które pewnie "na miejscu" poznałbym o wiele później.

Zrozumiałem, że bez Rudego jest mi trochę... pusto.

Nauczyłem się też, że można dostać owsików mając 22 lata. Obcy ludzie potrafią być zdradliwi. Chociaż, można to podsunąć pod znaną i nielubianą karmę.
Będą się pewnie ze mnie śmiać przez najbliższy rok. No ale cóż. Wszystko ma swoje plusy i minusy.

W tym dniu pierwszy raz od dawna nie czułem w sobie tego żalu.
Chciałem spędzić z Rudym czas... Zobaczyć, czy można wrócić do tamtych momentów, odzyskać chociaż fragment tego, co tak bardzo kochałem.
Ta... wiem, trochę za bardzo żyję przeszłością. Ale tłumaczę sobie to tym, że tamte chwile były dla mnie ważne i nigdy wcześniej ani później nie czułem się tak, jak wtedy. Nigdy potem nie miałem też takiego kumpla.
Chciałem to odzyskać. Przynajmniej próbowałem.
Do pewnej chwili nawet myślałem, że to może się udać. Że mogę sobie ułożyć wszystko z Nathem i być z Rudym w strefie przyjaźni.  Że gdy tylko trochę o tym pogadamy, to ja pozbędę się tej złości, którą mam w sobie.
Ale chyba jestem zbyt naiwny albo po prostu głupi, bo stało się zupełnie inaczej…


____________________

- A pamiętasz, jak dostaliśmy baty od tych pięciu drechów ze starszej klasy? - zapytał Blondyn.
- Czterech. I kto dostał, ten dostał.
- Emm... zwiałem? - zapytał niewinnie Blondyn, nadal przygniatając sobą ciało Rudego, opierając się na łokciach i bawiąc się końcówkami jego włosów.
- Jak zwykle. Miałeś niewyparzoną gębę, nagadałeś się, a potem zwiałeś - sprostował Rudy i uniósł nieznacznie brew.
Patrzył na Blondyna z dołu, obdarzajac  do delikatnym, sympatycznym uśmiechem. Trzymał rękę swobodnie pod swoją głową.
- No patrz. Zapamiętałem to trochę inaczej... - Blondyn podrapał się po głowie, udając zakłopotanego - Ale ej, byłeś głupi. Trzeba było zwiewać ze mną - dodał.  
Rudy na te słowa ścisnął mocniej jego talię.
- Ała. No mówię prawdę. Zamiast zwiewać, to ty zawsze wystawiałeś dumnie tą swoją chudą pierś i nie ważne ile ich tam było, zawsze chciałeś się bić. Ja przynajmniej oceniałem swoje szanse. Czterech... czy tam trzech drechów, wyższych, większych, może umiejących się bić. A ja: chudy, nie za wysoki, udający, że umie się bić. Moje szanse były na minusie.  
Rudy roześmiał się.
- Pamiętam te twoje przechwałki o tym, jakie miałeś szybkie ruchy i mocne uderzenia.
- Ej no, musiałem budować jakoś swój wizerunek. Dobrze, że miałem ciebie, to przynajmniej ktoś mi w to wierzył.
- Dobrze powiedziane: "ktoś". Powiedz mi tylko, kto. - Rudy uniósł brew, wyraźnie wątpiąc w jego słowa.
- Ta krótkowłosa blondyna zawsze mi wierzyła!
Rudy znów się roześmiał.
- No jak się w tobie bujała, to się nie ma co dziwić.
- Jak to... bujała... ? - Blondyn zdziwił się szczerze.
- Jesteś głupi i w dodatku ślepy.
Blondyn pstryknął go w nos, mrużąc oczy. Po chwili jednak spojrzał na niego jakoś inaczej, przypominając sobie pewien moment z ich wspólnej przeszłości.
- Pamiętam jak dostałeś... tak mocno... - Długie palce Blondyna delikatnie odgarnęły czerwone włosy, przykrywające część twarzy Rudego. -... za to, że mnie właśnie wtedy obroniłeś. I potem... - Blondyn zmarszczył brwi i spojrzał gdzieś w dół, na jego szyję.
- I potem moja matka prawie umarła na zawał, bo miałem całą czerwoną twarz. Ale okazało się w sumie, że mam tylko rozwaloną wargę i małą rankę przy oku. Ale lało się ze mnie, fakt.
- Noo... trochę kiepsko to wyglądało. - Blondyn skrzywił usta, patrząc mu ponownie w oczy. - A ta ranka była nie taka mała, miałeś sporą bliznę. Z drugiej strony to byłem pod dużym wrażeniem, jak sobie z nimi poradziłeś. Sam.
Dotknął dłonią twarzy Rudego w miejscu tuż pod okiem. Tam, gdzie wcześniej był mocno widoczny ślad po tamtym wydarzeniu.
- Prawie jej nie widać... - Uśmiechnął się delikatnie,  nie zabierając dłoni. Gładził delikatnie jego twarz, wędrując wzrokiem za swoimi palcami. - Przestraszyłem się wtedy, że mogło stać ci się coś więcej... - przesunął opuszkiem po grzbiecie jego nosa długim, leniwym ruchem. - Ale byłeś moim bohaterem...
Długi palec dotarł do jego ust, delikatnie je zarysowując. Patrzył się na nie, jak zahipnotyzowany.
Pragnął tych ust.

Pragnął jego.
Myśli pokonały swoją drogę szybciej niż usta. Chociaż był już blisko. Zbyt blisko.  
Blondyn pojrzał przestraszonym wzrokiem w te zielone oczy.  
Zadrżał.


____________________

Widziałem, że to zobaczył.  
Załapał to chyba szybciej niż ja sam.

Przestraszyłem się. Chciałem uciec, ale on zatrzymał mnie silną ręką, zadając mi pytania samym tylko wzrokiem. Oczekując odpowiedzi.
Wiem, że nie potrafił tego pojąć.  

Wtedy, wędrując wzrokiem za swoimi palcami, dotykając jego skóry, wspominając wszystko to, co dla mnie zrobił, próbując przypomnieć sobie smak jego ust, zrozumiałem.

Zrozumiałem, jak bardzo jestem w nim zakochany...

____________________
* Nath - chłopak Marcina.
** Firyal - współlokatorka Niva i Marcina. Właścicielka mieszkania, w którym mieszkają.

English translation of this story: [link]

Korekta: :iconhileycaine: :iconmargait: :icontsuki0: :heart:



Strona w całości poświęcona tej historii: [link]

Rozdział 01 [prolog] - [link]
Rozdział 02
Rozdział 03 - [link]

Firyal:


Nath - obecny chłopak Marcina:. Postać należy do ~Mysiorek


Scena z przeszłości:



Pisaninowa kupa numer 2.
Jest to jakby wstęp do tego, co się wydarzy, do jakby hm... rozwiązania całej tej historii.

Marcin teraz będzie się cofał w czasie, przypominał sobie to, co się wydarzyło.
Add a Comment:
 
:iconaooni-666:
Aooni-666 Featured By Owner Feb 5, 2014  Hobbyist
'Blondyn pojrzał przestraszonym wzrokiem w te zielone oczy.  
Zadrżał.' Zjadlas S w POJRZAL :D
Reply
:icontuturu-chan:
Tuturu-chan Featured By Owner Dec 14, 2013  Hobbyist General Artist
- Taka gra jest. Wiesz, wcielasz się w przystojniaka, który nie dość, że siedzi na koniu, to jeszcze uprawia freerunning i w palcem w zadzie - tu Blondyn się podrapał, bo przypomniał sobie, że go swędzi - …potrafi zabić tuzin uzbrojonych strażników. 

Nie powinno być "i z palcem w zadzie? ^^;
Reply
:iconkyoux:
Kyoux Featured By Owner Jan 16, 2014
Akurat to już jest poprawione, jeno ta wersja wyedytowana niewstawiona xD
Reply
:iconiruumino:
IruUmino Featured By Owner Aug 19, 2013
Odkryłam dzisiaj, że masz Echo przeszłości napisane też po polsku (mój leniwy umysł odkładał angielską wersję na później i na później), odkrycie miesiąca :D Dodajmy do tego gorącą zieloną herbatę i siedzimy do oporu. Podoba mi się Twój styl, jest szczery, bez zbędnych udziwnień.

Wpadły mi w oko 3 błędy. Z tym ostatnim nie jestem pewna, czy brać go za błąd czy neologizm, bo sama wiem do czego można dojść naginając język polski aż cię własna rodzina nie rozumie :)
- Firka* pewnie już kona w domu. -> Firka** pewnie już kona w domu.
- to jeszcze uprawia freerunning i w palcem w zadzie -> to jeszcze uprawia freerunning i z palcem w zadzie
- Blondyn pojrzał przestraszonym wzrokiem w te zielone oczy -> Blondyn spojrzał przestraszonym wzrokiem w te zielone oczy
Reply
:iconkyoux:
Kyoux Featured By Owner Aug 20, 2013
Hahah :D Naprawdę, dopiero teraz? a ja myślałam, że ta moja strona na devie jest przejrzysta xD

Dziękuję :D Ten chap już jest po korekcie, ale nie miałam czasu go wrzucić już z edycją :/
Reply
:iconiruumino:
IruUmino Featured By Owner Aug 20, 2013
Jest przejrzysta, to ja się gapiłam tylko na obrazki :D

Tak teraz patrzę, że mamy prawie identyczne sygnatury. Czy mi się wydaje, czy tylko Polacy przepraszają wszędzie za swój angielski :P
Reply
:iconkyoux:
Kyoux Featured By Owner Aug 21, 2013
Haha :D

Całkiem możliwe xD Chcialabym w końcu nauczyć się czasów xD 
Reply
:iconmarionetqa:
marionetqa Featured By Owner Mar 26, 2013
Moja daremna, beznadziejna, męcząca, platoniczna miłość do Marcina i Nivana pojawiła się nagle, chociaż po sobie mogłabym spodziewać się wszystkiego.
Drugi rozdział jest naprawdę zachęcający. Lubię Twoje opisy uczuć, detale pozwalające odczuć emocje bohaterów. No i nie ma co, lubię swoją bujną wyobraźnię, przez którą tonę we wszystkim co czytam.
Reply
:iconkyoux:
Kyoux Featured By Owner Apr 1, 2013
Dziękuję~ :D
Reply
:iconanaerith:
Anaerith Featured By Owner Mar 6, 2013
Echo przeszłości czytałam... Zaczęłam czytać jakiś czas temu i od tego czasu pochłonęłam kilka, jeśli nie kilkanaście razy. Uwielbiam Twój styl pisania i kreacje Marcina, Nivana i Firki. Ach, co ja gadam, wszystkie postacie są świetne, ale w dwójce głównych bohaterów jestem zakochana po uszy <3 Masz talent do opisywania wszystkiego w łatwy i wciągający sposób, niezmiernie mi się to podoba ;3
Jest trochę błędów, literówek, interpunkcyjnych, ale co tam, wyłapałam je dopiero po kilku razach czytania, kiedy mogłam się skupić na czymś więcej niż wydarzeniach rozgrywających się w mojej głowie ;3
Reply
Add a Comment: