Shop More Submit  Join Login
×

:iconkyoux: More from Kyoux


Featured in Collections

Texts by buraczek007

Literature by jusoks


More from deviantART



Details

Submitted on
February 7, 2012
File Size
32.7 KB
Submitted with
Sta.sh
Link
Thumb

Stats

Views
5,119 (1 today)
Favourites
57 (who?)
Comments
151
×



06. Blondyn

Miałem wtedy jeszcze niepełne 18 lat.
Do dzisiejszego dnia, nie za bardzo pamiętam, jak udało mi się dostać na tamtą imprezę.

Może dlatego, że miałem dużo kontaktów, dużo znajomych. Cóż, nie jest to w sumie takie dziwne, biorąc pod uwagę fakt, że udaje mi się wyrywać facetów, przechodząc ulicą.
Tak, mam jakiś pedalski radar, zuchwałość i urok osobisty.
Wykorzystuje to bez skrupułów. Chociaż nie było tak idealnie, żebym nigdy nie dostał po mordzie.
Czasami jednak nawet po czymś takim, zdarzało się wylądować z tą osobą w łóżku.

Niektóre takie znajomości były na dłużej. Czasem z większymi uczuciami, w większości jednak bez.  
Nigdy nie byłem sam, jednak moje relacje kończyły się bardzo szybko, przesypywały się, jak piasek przez palce.
Tu mógłbym zanucić wers jednej z moich ulubionych piosenek, chyba specjalnie napisanej dla mnie.
"I have always been an extremely sexual being..."

Nie pamiętam wszystkich imion moich partnerów.
To nie było ważne.
Ważna była seksualna bliskość i to, żeby jeszcze rano był obok mnie.
Bo nie mogę być sam. Nie potrafię.
Co prawda przez pewien czas byłem w związku z facetem, z którym mieszkałem. I wystarczało mi to, nie biegałem za innymi. Bo był obok mnie, gdy budziłem się w nocy.
Ale jego dłuższa nieobecność zrobiła swoje.
Nie potrafiłem.
Bo sen jest dla mnie udręką, gdy nie mam nikogo na wyciągnięcie ręki.  
Ciężko mi się zasypia, źle śpię, budzę się z jakimś dziwnym niepokojem. Mam tak już od tak dawna, że nawet nie wiem od czego się to zaczęło. Kiedy dokładnie.
Nikomu jednak tego nie mówiłem.
To mój inny mały sekret.

Ostatnio było mi ciężko. Rozstałem się z Nathem, wiedząc, że go oszukuję, czując coś do Rudego. Zostałem sam na własne życzenie, mając  tego, kogo tak naprawdę pragnąłem, praktycznie na wyciągnięcie ręki.
Jednak nie mogę sobie go wziąć, od tak. Mam jeszcze jakieś głupie sumienie.

Zakochałem się w Rudym znowu.
Tak beznadziejnie. Tak... absurdalnie.
Ale odczułem to bardzo mocno. Miałem dreszcze, gdy przypadkowo mnie dotknął, mimowolnie wstrzymywałem powietrze, gdy był blisko mnie. Łapałem się na tym, że wychwytuje jego zapach, wsłuchuję się w głos.
Jak skończony kretyn.
Nie panowałem nad tym.

Nadal przychodziłem do niego w nocy, ale nie chcąc naruszać jego sfery, spałem na podłodze. Nie zapytałem go o zgodę... ale hmm... nigdy nie wyrzucił mnie za drzwi.

Zaciskałem zęby, gdy spotykał się z Joshem.
Zaciskałem palce na framudze drzwi, widząc jego nagie plecy.  
Wyobrażałem sobie, że to z nim się pieprzę, robiąc to z kolejnym wyrwanym na ulicy.
Myślę, że jestem mu winien sporo kasy za wykorzystanie wizerunku bez jego zgody. Ciekawe, czy ACTA też może i za to karać.
"Dzień dobry, musi pan zapłacić grzywnę, za to, że wykorzystał pan wizerunek wyżej wymienionego, gdy walił pan konia"
Ha ha.
Jaki jestem zabawny...

Zdesperowany.
Pojebany.


Po kilku sytuacjach, gdy dyskretnie próbowałem zadawać mu pytania o >tamtej< nocy, zdałem sobie sprawę, że Rudy jej nie pamięta.
Tak po prostu. Nie pamięta jej.
Naszej nocy, spotkania po paru latach, kiedy mogłem naprawić swój gówniarski błąd.
I nie. Wcale nie ułatwiło mi to sprawy naszej rozmowy.
Nie pomogło mi w naszych relacjach.  
Bo zdałem sobie sprawę, że wściekałem się na niego za nic. Bo wcale nie jest gnojem, za którego go miałem.
I zacząłem myśleć... że może lepiej, że tego nie pamięta.
Może lepiej, że w jego oczach jestem furiatem.

Ale najgorsze było to, że ja pamiętałem.
Zbyt dobrze.
A miałem wtedy jeszcze niepełne 18 lat.
I do dzisiejszego dnia, nie za bardzo pamiętam, jak udało mi się dostać na tamtą imprezę...

~~
Patrzył się pół-przytomnie w sufit, opierając o ścianę, w ciemnym, dającym chociaż odrobinę intymności kącie.
Koleś był dobry.
Porządnie obciągał i nie miał problemu z "głębokim gardłem".
Mimo to Blondyn szybko wymazał z pamięci jego wygląd. Mężczyzna miał jednak na pewno trochę dłuższe włosy. Blondyn mógł je dobrze chwycić, przyciągając go mocniej do swoich ud.  
Przyjemna "zabawa" skończyła się szybciej niż zamierzał, bo koleś zaczął dobierać się do jego tyłka. Blondyn po tych paru przyjemnych minutach poczuł rękę na swoich pośladkach i palce, które chciały wkraść się głębiej. Dał mu pierwsze ostrzeżenie, ponieważ było mu dobrze. Gdy tamten spróbował znowu bez skrupułów oparł podeszwę glana na jego piersi i mocno odepchnął go od siebie. Mężczyzna upadł, uderzając ciałem dość mocno.
Blondyn miał wtedy czas żeby zapakować się z powrotem. Ciężko, bo ciężko i niechętnie, ale jego dupa była jego świątynią i nie oddawał jej byle komu. Zapiął rozporek i trzymając ręce w kieszeniach spodni, odszedł obdarzając mężczyznę pogardliwym spojrzeniem. Szybko jednak spieprzył potem w tłum, jak to miał w zwyczaju, bo koleś był nad wyraz niezadowolony.

To była spora impreza w dużym, ekskluzywnym klubie, do którego nie można było wejść ot tak. Trzeba było mieć kupon, znajomego geja i co najmniej 22 lata.
Więc... nawet nie pytajcie, jak Blondyn się tam dostał.
Klub był na szczycie wieżowca, który witał wąskim, dyskretnie oświetlonym korytarzem, wychodzącym na dużą salę z wysokim sufitem i co najmniej setką tańczących facetów.
Raj.
Było też kilka kobiet. Mając pod nosem tylu chętnych, pijanych, ućpanych i naładowanych seksualną atmosferą facetów, Blondyn nawet dłużej nie zatrzymywał na nich wzroku.

Mocne basy przeszywały ciało, wzbudzając w nim niespokojne drgania. Na wysokich ścianach bez okien wyświetlane były losowo jakieś krótkie erotyczne sceny, które znikały, gdy tylko dłużej zatrzymało się na nich wzrok, pojawiając się gdzieś indziej. W trakcie i po zakończeniu utworów, gasły migoczące światła reflektorów. Zapadała ciemność, w której można było robić wszystko, co tylko się podoba, podsycając jeszcze bardziej seksualną atmosferę tego miejsca.

W tłumie było duszno, gorąco od męskich podnieconych ciał. Nie było wielu par, w większości tańczono w grupach, w które trzeba było się wbić i wyłowić coś dobrego.
Blondyn zaczął poszukiwania, przedzierając się przez podrygujący tłum. Chciał ustać jednak w bardziej strategicznym miejscu i tym razem wyłowić coś, co nie przylepi się do jego tyłka. Szukał też wzrokiem swojego kumpla, ale po chwili stwierdził, że to strata czasu. On na pewno nie marnuje sytuacji i pieprzy się już pewnie dobrze w jakimś kącie. No cóż.  
Zanim jednak dotarł do miejsca, do którego się przedzierał, sam został "upolowany". Zaszedł go od tyłu wysoki, dobrze zbudowany facet, obejmując ręką jego biodra. Blondyn wzruszył tylko ramionami i zaczął sie z nim kołysać, bo mężczyzna był w miarę w jego typie.
Wybada, zobaczy, może on dokończy to, czego nie skończył tamten.
Był już mocno nakręcony poprzednią sytuacją, więc dotyk rąk mężczyzny, wpełzających pod jego koszulkę, sprawiał mu tym większą przyjemność. Mężczyzna dał zaciągnąć się skrętem, którego trzymał w dłoni.
Po chwili kołysania się i ocierania, szeptów tego drugiego, Blondyn wyczuł jego zamiary.
Mężczyzna szukał tyłka.  
Przekręcił oczami niezadowolony, a jego zainteresowanie mężczyzną  gwałtownie stopniało. Dał się jednak leniwie całować, szukając wzrokiem kogoś bardziej interesującego. Stał bliżej ściany, więc przez tłum zaczął obserwować ludzi siedzących na kanapach. W oczy od razu rzuciła mu się trochę nietypowa para. A przede wszystkim nagie plecy, jego największa słabość.

Facet, który obejmował udami tego drugiego, siedząc na nim, miał czarne włosy, przewiązane kolorową chustką, opadające swobodnie na dobrze zbudowane ramiona. Jego oczojebne szarawary mieniły się w świetle reflektorów. Był szczupły, ale ładnie zbudowany i miał przede wszystkim hipnotyzujące, długie nagie plecy, które wiły się pod dotykiem tego drugiego.
Całowali się, przyciągali. Ręce tego drugiego zaciskały się na jego skórze, drapały jego plecy, zostawiając długie, czerwone ślady.
Patrzył jak zahipnotyzowany, przygryzając wargę.
Chciał zobaczyć więcej.

W sumie jak na zawołanie, czarnowłosy mężczyzna odchylił się, ukazując oczom Blondyna jego partnera - farbowanego, rudowłosego faceta z długimi włosami spiętymi w wysoki kucyk i ogolonym bokiem.  
Mężczyzna miał jakąś dziwną, nietypową urodę, która przyciągała równie mocno, co plecy tego drugiego.
Nie mógł oderwać wzroku, jakby już wcześniej go widział.
Serce zabiło mu mocniej, a po ciele przeszedł długi, targający nim dreszcz.
Zobaczył jego uśmiech, jego niedbałą pozę.
Otworzył szeroko oczy, a usta mimowolnie wypowiedziały jego imię, dziwiąc tym samym partnera.
Nie słyszał tego, co mówi mężczyzna, stał jak ogłuszony, sparaliżowany tym widokiem.     

Spodziewał się, że zobaczy go po paru miesiącach, gdy skończą gimnazjum. Że jak się spotkają, przypadkowo, uścisną się i wszystko wróci do normy. Przeprosi go, za to co zrobił... wtedy.
Nie spodziewał się jednak, że zobaczy go po latach, w gejowskim klubie, gdy już wymazał część swoich wspomnień. Przystojniejszego, starszego, tak bardzo przyciągającego.
Ścisnęło go gdzieś tam, w dołku.

Odszedł od mężczyzny, zabierając mu ze złością ostatki skręta.  
Wszedł w głębiej w tłum i dopalił jointa lekko drżącą dłonią.
Nie chciał już więcej patrzeć w tamtą stronę.
Bo wszystko wróciło.
Jakaś wielka igła wspomnień, żalu, szoku i zazdrości przedziurawiła go na wylot. Obezwładniła.

Podszedł do baru, odpychając od siebie tańczące ciała. Nagle zaczęły go drażnić, były tylko przeszkodą, jednym wielkim, duszącym żarem.
Zamówił setkę.
Wypił o dziwo nawet się nie krzywiąc. Czuł wzrok siedzącej przy barze grupki chętnych pedałów. Drażnili go. Nawet na nich nie spojrzał.

Oparł czoło na dłoni, wsunął palce we włosy. Muzyka jakby przycichła, myśli i wspomnienia odurzyły go.

Rudy... rudy...

Wróć do niego.
Wróć.
Jest z kimś innym.
Wróć.
Pewnie już nie pamięta.  
Wróć.
Ale...
Przypomnisz mu. Wszystko.


Wąż na jego szyi zasyczał.
Dotknął dłonią swojego karku, jak oparzony.

Przejechał palcami po szyi i krótko ostrzyżonych włosach, zastawiając się, co ma robić. Otarł policzkiem o swoją dłoń, jak kot. Zagubiony kot.
Jedna jego część tak bardzo chciała znów, chociaż zamienić z nim słowo...
Ale druga, po prostu była jak porażona. Bo przecież nie mógł od niego nic zażądać. Nie mógł nic od niego chcieć...

Zanim podjął jakąś decyzję, kątem oka zauważył swojego "kolegę-lodziarza", który wyraźnie szedł w jego stronę, czując się najwyraźniej oszukany.
Wstał, jak gdyby nigdy nic i pokierował się w stronę tłumu, trzymając ręce w kieszeni i nie patrząc w jego stronę. Przechodził pomiędzy rozgrzanymi ciałami, dotykając długimi palcami nagich torsów.
Natrętny mężczyzna nie dawał jednak za wygraną. Znalazł go szybko i chwycił, mówiąc mu, że "nie da się wychujać".
Co za paradoks.
Blondyn przekręcił tylko oczami, bo NAPRAWDĘ nie był już nim zainteresowany.
Musiał się z jednak mocno naszarpać, bo tamten był silniejszy i odrobinę wyższy.
Dla Blondyna mogło się to skończyć... nie za ciekawie, ale miał tego wieczora widocznie jakieś głupie szczęście.
Wszystkie reflektory, stroboskopy i inne śmieszne światełka pogasły, a on mógł skorzystać z sytuacji i uderzyć  lodziarza  na „the end" w zdesperowane krocze.  

Tak, kochał swoje buty.
Czasami myślał, że dorównują gadżetom superbohaterów.

Ruszył szybko w drugą stronę, jak to miał w zwyczaju. Patrząc się za siebie, czy przypadkiem nie goni go jego utrapienie, wpadł z całym impetem w przechodzącego mężczyznę.

~~
- Te, uważaj. - mężczyzna odsunął od siebie nieuważnego Blondyna, trzymając go za ramię.
Spojrzał na jego silna dłoń. Wzrokiem powędrował do dobrze zbudowanych, odkrytych ramion, do jego szyi, śmiesznego, azjatyckiego nosa, rudych włosów i zielonego spojrzenia, które tak dobrze pamiętał.
Otworzył szeroko oczy i zamiast przeprosin, z jego ust wyrwało się inne słowo:
- Niv-an...?
- No pięknie. Kurwa, znowu. -  Blondyn szybko podążył za tym głosem, zagłuszonym trochę przez dźwięki muzyki. Zobaczył właściciela przyciągających pleców, którego teraz traktował, jak zwykłe zagrożenie, stojącego ramię w ramię z Nivanem. Widział dobrze narastającą w nim złość, ale nie odrywał się od Rudego, patrzącego na niego z uniesionymi brwiami.
- Ej, bez żartów, nie znam go. - Rudy mówił te słowa w lekkim niedowierzaniu, uśmiechając się kpiąco. Widocznie miał już podobną sytuację i bardzo go to bawiło. Partnera Rudego widocznie nie bardzo.
Nie poznał go? Hmm… w sumie... inna fryzura, inna stylówa, tatusy i kolczyki.
Blondyn pewnie też by siebie nie poznał.
- Ale najwyraźniej on cię zna. I to chyba dość dobrze, bo pamięta twoje parszywe imię.
Czarnowłosy mężczyzna był wysoki. Praktycznie na równi z Nivanem.
Oboje mieli azjatyckie korzenie, ten drugi może bardziej wchodzące w indyjskie. Ale to pewnie przez styl, w jaki się ubierał.
"Wysocy Azjaci. Mutańci, kurwa", pomyślał Blondyn.

Rudy nadal trzymał go za ramię, może trochę zbyt mocno, co chyba nie pomagało temu drugiemu. Uśmiechnął się do siebie, nie dowierzając, że znalazł się w tej sytuacji. "Coś" zadecydowało za niego, albo miał po prostu naprawdę głupie szczęście.
Postanowił dopomóc sytuacji, przerywając Nivowi w połowie słowa. Bo chyba lepsza być nie mogła.
- Znamy się z Nivem bardzo dobrze. Sypialiśmy ze sobą. - wypowiedział te słowa z nieukrywaną satysfakcją. Ale w sumie nawet nie skłamał - bardzo często spał z nim w jednym łóżku, gdy byli młodsi.
Rudy spojrzał na Blondyna z niedowierzaniem i roześmiał się.
- Rav, to jakiś pajac!
Nawet nie zabolały go te słowa, gdy sobaczył zabójczy wzrok tego drugiego. Rav podszedł do Rudego, objął jego podbródek palcami i spojrzał w jego oczy.
- Nivan, lisie, uwielbiam cię, ale... spierdalaj. - puścił jego twarz z pewnym obrzydzeniem, ale czymś jeszcze. Patrzył na niego ze złością, kręcąc głową, cofając się, do tłumu. Machnął na niego ze złością i odwrócił się, a jego sylwetka szybko zniknęła w tłumie.
Zostali we dwoje.
Tak szybko, że aż był tym oszołomiony.

Rudy puścił Blondyna, ściskając go w ostatnim momencie bardzo mocno, wręcz boleśnie.
Milczał, nie patrzył na niego, chociaż Blondyn widział, że był zły.
Oparł się o ścianę plecami i zgiętą w kolanie nogą. Łyknął coś, a potem zapalił papierosa. Światło ognia ładnie oświetliło jego twarz w tym ciemnym kącie. Blondyn dopatrzył się kolczyka w wardze i bridge'a w dobrze wyprofilowanej brwi.
Rudy zaciągnął się i skierował w końcu wzrok na Blondyna, trochę nie wiedzącego, co tak właściwie ma robić.
- Marcinie, właśnie zjebałeś mi dobry seks. - powiedział chłodno, a Blondyn szeroko otworzył oczy.

A jednak sie mylił.
Nivan go poznał.
Więc... dlaczego udawał?

Przez chwilę milczeli. Blondyn patrzył się na lekko uniesiony profil Rudego, gdy on patrzył się gdzieś tam, w tłum, jakoś dziwnie nieobecnie.
Marcin nie wiedział już, czy to basy pulsują w jego ciele, czy serce, tak niespokojnie łomocze. Ogarnął się jednak szybko, bo to nie po to "zepsuł" mu wieczór.

Podszedł do niego, dotykając go długimi palcami. Przysunął swoją twarz do jego, tak, że czuł jego oddech na swojej skórze. Spojrzał mu w oczy, trochę z dołu, z lekkim bezczelnym uśmieszkiem.
- Mogę ci dać o wiele lepszy... - szepnął, uśmiechając się szerzej. Rudy tylko wędrował za nim wzrokiem, paląc papierosa.
- Bezczelny i pewny siebie, jak zawsze. A w dodatku w klubie dla pedałów. Ciekawe. - jego słowa były chłodne, trochę beznamiętne, trochę ironiczne. Ale Blondyn nie dał się zbić z tropu, bo Rudy miał prawo być na niego zły.
Ale był już dużym chłopcem. Wiedział, czego chce.
Tak.
To z nim chciał spędzić dzisiejszą noc.
Chciał dokończyć to, czego nawet nie zaczęli... tamtego wieczora, na tamtej polanie.
Tak mocno, że aż sam się zdziwił.

Spojrzał mu w oczy zdecydowanym wzrokiem. Przesunął się powoli po jego ugiętym kolanie. Kroczem. Chciał, żeby go poczuł.
- Dam ci co będziesz chciał. - powiedział przeciągle, mrucząc mu do ust. Lekko się przy tym uśmiechając.  
Rudy ledwo dostrzegalnie poruszył brwiami, wciąż patrząc na niego z góry.
Blondyn mimo większego braku zainteresowania, kontynuował, ujmując jego twarz w czułym geście. Opuszkami palców dotykał jego skóry, przypominając sobie jaka jest w dotyku. Poczuł ściśnięte zęby, napiętą skórę. Jego złość, którą tłumił w sobie.
Nie chciał jej.
Pocałował jego policzek, przejechał długim, językiem po linii jego żuchwy, zostawiając chłodny, wilgotny ślad.
Przyciągając jego twarz ku sobie, wsunął palce w jego miękkie, rude włosy, które już tak bardzo mu się podobały.

Był tu tylko dla niego. Od początku.   

Lecz Rudy tylko patrzył, co jakiś czas zaciągając się tytoniem.  
Blondyn zamknął oczy. Zanurzył twarz w zagłębieniu jego szyi i wdychając desperacko jego zapach, ocierał się policzkiem o jego skórę.
Przestał słyszeć muzykę, ogłuszony jego obecnością.
Pragnął go, tak mocno, że aż bolało.
Chciał, żeby na niego spojrzał, żeby w końcu poczuł, chociaż odrobinę tego, co on miał w sobie. Zacisnął palce na rudej grzywie. Obrócił lekko jego głowę. Spojrzał w oczy, patrzące na niego nadal z obojętnością i chłodem, gdy on już płonął.
Zacisnął dłoń na materiale jego koszulki. Przysunął wargi do jego ust, oparł swoje ciało na jego piersi. Spojrzał intensywnie w oczy.
Żądał.
Pragnął.
Błagał.

- Pocałuj mnie. - wyszeptał, z przymrużonymi oczami, dziwiąc się, jak niespokojnie i niecierpliwie to zabrzmiało. Zdał sobie sprawę, że oddycha niespokojnie, że praktycznie wypuścił te słowa z drżącym oddechem.
Widział dokładnie, jak usta Rudego układają się w lekkim uśmieszku, jak lekko unosi brodę, patrząc na niego z góry.
- Sam to zrób. Teraz ty tego chcesz. - uśmiechnął się kącikiem ust, zmrużył oczy a Blondyn wraz z jego słowami, mocniej ścisnął dłonie na ramiączkach jego bokserki. Zacisnął zęby.
"Gdyby tak bardzo mi nie stał, kopnąłbym cię w jaja" - pomyślał, odkładając jednak swoją dumę na bok.

Szarpnął go, z poirytowaniem, przyciągając bliżej do siebie, drapiąc palcami jego skórę.
Spojrzał ze złością na jego usta, których skosztował kiedyś tylko przez krótką chwilkę, których smaku oraz dotyku już nie pamiętał.
Przypomniał sobie tamten moment, gdy ich usta się złączyły.
Chciał ich znowu... chciał je poczuć, mocniej i intensywniej, niż wtedy.

Przygryzł wargę. Patrząc jak zahipnotyzowany na jego usta, zbliżył się do nich, delikatnie dotykając je swoimi. Zadrżał.
Oddychał w jego usta, całując go delikatnie, trochę niepewnie.
Gdzieś w głębi, zaczęło go już boleć, że Rudy tak się z nim bawi. Że nie odwzajemnia jego starań.
Daje mu siebie... tak żałośnie.
A on nie chce wziąć, chociaż odrobiny.

Był jednak w dużym błędzie.
Usta Niva otworzyły się ostrożnie, uchyliły pod tamtymi, pragnącymi. Blondyn wydał z siebie jakiś żałosny, zduszony odgłos, pełen ulgi i jakieś nuty radości.
Poczuł smak tytoniu, ciepły oddech oraz jego język, przesuwający się leniwie po jego własnym.
Coś w środku przyjemnie go ścisnęło.
Topił się pod powolnymi pocałunkami.

Rudy zabrał gwałtownie kolano.
Blondyn wydał z siebie zaskoczony dźwięk, zostając po chwili objętym silną dłonią, która przysunęła go jeszcze bliżej.
Uśmiechnął się lekko, zadowolony.
Potraktował to jak zaproszenie, którego nie miał zamiaru zmarnować.
Wsunął język głębiej, nie wahając się już ani chwili, obejmując szerzej jego usta, niespokojnymi, niecierpliwymi wargami.
Lekko niepewne muśnięcia, szybko przerodziły się w taniec głębokich, spragnionych pocałunków.  
Blondyn poczuł ciepłe palce na swoim karku, scalające ich usta jeszcze mocniej.
Wzdłuż kręgosłupa przeszedł go dreszcz, targający jego ciałem.
Tyle razy to sobie wyobrażał.

Może.. może on też...?

Zapadła ciemność.
Nagle.
Ponownie.
Odzyskał przez chwilę targaną pożądaniem świadomość, tylko po to, żeby po chwili znowu ją utracić.

Silne ręce zacisnęły się na jego talii.
Obróciły. Przycisnęły do chłodnej ściany.
Rudy otoczył go swoim ciałem, ramionami, a Blondyn poczuł wilgotne usta na swoich ramionach, pełznące tak przyjemnie wyżej, wzdłuż szyi.
Po prostu przez chwilę zamarł, pozwalając mu się całować.

Muzyka znów zaczęła grać, a światła znów błyskały w jej rytm.

Zdał sobie sprawę, jak bardzo jest już twardy.
A jeszcze nawet go nie dotknął... zaśmiał się z siebie gdzieś w środku.  

Rudy... rudy rydz~
Zaśpiewała jego głowa, opierająca się bezwolnie o jego ramię.
Czuł się jak w amoku.

Nie był już wstanie powstrzymać się, żeby nie pocierać pośladkami o jego krocze.
Pod wpływem jego pocałunków i dłoni, przesuwającej się po jego wygiętej szyi, palców wślizgujących się pod jego koszulkę oraz tego niezwykłego wrażenia ocierania się o niego i czucia tego, że go chce, zaczął oddychać głęboko, niespokojnie, prawie jęcząc.  
Przestał już w to wierzyć.
To wszystko było zbyt nierealne, zbyt dobre.

Przekręcił głowę, w poszukiwaniu jego ust, za którymi zdarzył już zatęsknić. Objął dłonią jego kark, chcąc, żeby znów go całował. Rudy nie dał mu długo czekać, obdarzył go głębokimi pocałunkami i wcale już nie tak cichymi mruknięciami.
Blondyn po chwili poczuł jego rękę na swoim kroczu i zajęczał mu prosto w gardło.
Rudy uśmiechnął się szeroko w jego usta. Oderwał się od niego lekko, patrząc w jego zamglone oczy.
Powiedział, już nie tym samym, zimnym głosem, co wcześniej:
- Zaraz mi tu dojdziesz. A obiecywałeś mi o wiele więcej. - mówił to dość głośno, próbując przebić przez odgłosy muzyki, nadal uśmiechając się szeroko.
Szczerze.
Obejmując go od tyłu.
A Blondyn poczuł, że kocha ten uśmiech.
Chciał sie w nim utopić.
Dotknął delikatnie jego ust, przejechał po nich opuszkami, jakby były magiczne.
- Zabierz mnie stąd, a dam ci wszystko.
Rudy roześmiał się krótko, patrząc w dół. Nie wyniośle, ale właśnie jakoś tak, jakby... nie wierząc w to, co słyszy?
Blondyn obrócił się, leniwym ruchem objął jego szyję i wtulił się w niego, zdobywając go tym gestem do reszty.  

Rudy spojrzał gdzieś w tłum.
Jakby chwilę się zastawiając.
Wyjął z kieszeni woreczek z tabletkami. Łykną jedną, może dwie, może tyle ile upadło mu na język. Nie chciał myśleć, chciał tylko czuć.
- Chodźmy więc.
Chwycił go za uda, by unieść go wyżej. Blondyn objął go szybko szczupłymi nogami, spojrzał mu w twarz. Pierwszy raz tego dnia, patrzył się na niego z góry. Uśmiechnął się.
Rudy uniósł podbródek, spojrzał na jego twarz. Obdarzył go łagodnym uśmiechem.
Blondyn czułym gestem odgarnął włosy opadające na jego oczy.
Pocałował go.

Jeśli to był sen, nie chciał się teraz z niego obudzić.  

~~

To nie był sen.
Chociaż przez pewien czas tak myślałem.


Wtedy...
wyszliśmy, o wiele wcześniej niż wszyscy.
Zjeżdżając windą, całowaliśmy się, dotykaliśmy i zdejmowaliśmy z siebie ciuchy. Śmiejąc się, robiąc to tak beztrosko.  
Jakby czas się cofnął, jakby nie było nic pomiędzy.
Bo może tak po prostu miało być.
Bo może każde nasze spotkanie jest etapem, w którym jesteśmy gotowi na coś nowego.
Bo może musieliśmy dojrzeć oddzielnie do pewnych decyzji.
Albo to po prostu ładnie brzmi…

Wtedy...
kochaliśmy się. A ja oddałem mu całego siebie.
Nawet chwili nie zastanawiając się nad kwestią swojego tyłka.

I może wyjdę na skończonego kretyna, ale tak,
wtedy też się w nim zakochałem.
A może po prostu czuję to od naszego pierwszego-pierwszego spotkania.
Przygasza się, albo wybucha, na nowo.
Ogółem to jest żałosne.
I Rudy mógłby w końcu TO wziąć. Tak na serio. Bo ja już nie daję rady.
:bulletred:English version: [link]:bulletred:<

- polish -

Rozdział 01 [prolog] - [link]
Rozdział 06
Rozdział 07 - [link]

W KOŃCU.
Długo mi zajęło skończenie tego rozdziału, bo miał być dokładnie taki, jak wyglądał w mojej głowie xD Pedantyzm rox.
No i jest w miarę długi...

Następny rozdziałem będzie rozmowa X_X

[link] <- Marcin wspominał o tej piosence, gdyby ktoś był ciekawy. Też uważam, że jest napisana dla niego ;)

Proszę strasznie/ślicznie o komentarze :3
Add a Comment:
 
:iconteenshi:
Teenshi Featured By Owner Apr 2, 2014  Hobbyist Traditional Artist
6 rozdziałów za mną, mysle, że do końca tygodnia przeczytam wszystkie^^ Moje gratulacje, "lemon" jak się patrzy subtelny ale jakże namietny ^^ *chyle czoło*
Reply
:iconanilorak5:
Anilorak5 Featured By Owner Feb 5, 2014
Dlaczego nie mogę tego przeczytać?? :( (Sad)  Jest mi smutno.
Reply
:iconanilorak5:
Anilorak5 Featured By Owner Feb 5, 2014
Nie było pytania.=P (Razz)  Po prostu jestem głupia.
Reply
:iconkyoux:
Kyoux Featured By Owner Feb 5, 2014
A masz wyłączony filtr "Mature"? 
Reply
:iconblacknolife:
blacknolife Featured By Owner Jan 18, 2014  Student General Artist
Tak jak wspomniałaś w pierwszym rozdziale, występują błędy w tekście, ale... Kurcze, właśnie nie zgrzytają, fajnie układają się w całość i na serio super się to czyta. Duży plus za to, że żaden z nich nie jest typową ciotą-mimozą, jak to często wygląda z mangach i opowiadaniach tego typu. <3
Reply
:iconkyoux:
Kyoux Featured By Owner Feb 4, 2014
Haha dziękuję :D
Nie znoszę ciot płaczków xD 
Reply
:icontigraingrow:
TigraIngrow Featured By Owner Nov 15, 2013
Jeżu, czytam to kolejny raz. Jakie to jest cholernie podniecające...
Reply
:iconkyoux:
Kyoux Featured By Owner Nov 15, 2013
Nawet nie wiesz, jak mnie to cieszy~
Reply
:icontigraingrow:
TigraIngrow Featured By Owner Nov 13, 2013
Dobra. To było bardzo, bardzo gorące. Niezwykle polubiłam Rudego. Ciągle miałam wrażenie, że w tym klubie Rudy w końcu odepchnie od siebie Marcina, każąc mu spadać na drzewo. A jednak nie. Chociaż trochę jestem nieusatysfakcjonowana opisem ich zbliżenia.
Reply
:iconkyoux:
Kyoux Featured By Owner Nov 14, 2013
...którego brak? 
Zbliżenie to jeszcze nadejdzie w retrospekcjach :D

Cieszę się, że lubisz Nivosza, bo to mój gejfryt, fejwryt. Favorite. 

Reply
Add a Comment: