Deviant Login Shop  Join deviantART for FREE Take the Tour
×

:iconkyoux: More from Kyoux


More from deviantART



Details

Submitted on
February 16, 2012
File Size
20.1 KB
Submitted with
Sta.sh
Link
Thumb

Stats

Views
4,409 (3 today)
Favourites
54 (who?)
Comments
72
Downloads
66
×



08. Nivan

Śnieg śmiesznie skrzypiał pod jego nogami.
Po kilku dniach mrozów, w końcu przyszedł łagodniejszy dzień. Słońce przyjemnie świeciło, nadając uroku miastu, okrytemu śniegiem, które jeszcze wczoraj było tak ponure i niemiłe.
Dzisiaj z chęcią można było gdzieś wyjść.

Rudy szedł.
Trzymał w ręku kwiaty.
Podobne do tych pierwszych, które kiedykolwiek kupił.
Które kiedyś kupił dla niego.

Zatrzymał się. Spojrzał w dół, przed siebie.
Zacisnął mimowolnie palce na łodygach kwiatów.
Położył je.
Na ciemnej, marmurowej płycie.
Na jego nagrobku.
Tak jak zrobił to tamtego dnia, gdy pierwszy raz kupił mu kwiaty.

Bał się trochę, że zastanie opuszczony grób, zasypany śniegiem. Bo tak dawno tu nie przychodził...
Ale tak nie było, ktoś go odwiedzał.
Ucieszył się z tego i jednocześnie poczuł jakiś żal. Do siebie.

Odgarnął cienką warstwę śniegu z jego zdjęcia. Poczuł uścisk w żołądku.
Tak samo, jak zawsze, gdy jego wzrok przypadkowo padał na najniższą półkę w jego pokoju.
Trzymał tam karton.
Zapieczętowany karton. Puszkę pandory, w której trzymał wszystkie swoje wspomnienia.
Nie otwierał jej.

Łapał się czasami na tym, że obraz Rava mu się zamazuje. Mimo tego, że odszedł od niego w sumie nie tak dawno.
Nie pamiętał już zapachu jego skóry.
Miękkości jego włosów...
Ale tak chyba musiało być. Bo trzeba było zrobić miejsce na nowe wspomnienia. Na nowe wrażenia, które lubiłby tak samo.
Tak.

Rav musi mu to wybaczyć.

Wyjął z kieszeni wkład i wymienił go w zniczu, który przyniósł parę miesięcy temu. Zapalił go. Wymienił też wkład w innym, którego wcześniej nie widział.
Usiadł na ławce, na przeciwko niego.
I mimo tego, że uważał to podświadomie za głupotę, zaczął swój monolog.
Rozglądając się przedtem, czy są sami.
Tylko we dwoje.
- Dawno mnie tu nie było...
Tak, rozmawiał z nim często, ale zawsze w myślach. Więc te słowa, które wypowiedziały usta, a które miał przed chwilą w głowie, wydały mu się po prostu dziwne.
- ...i wiem, pewnie rechotałbyś widząc, że gadam z nagrobkiem... Chyba naiwnie chcę wierzyć, że w jakiś sposób mnie słyszysz. Może serio, tak jak kiedyś mówiłeś, zamieniłeś się w biedronkę, wiewiórkę, czy co tam... Chociaż to i tak bez sensu, bo teraz jest zima, wszystko śpi... Więc tak, chyba robię z siebie idiotę.
Uśmiechnął się trochę ironicznie, trochę smutno, czując się zagubiony. Spojrzał gdzieś w dół, na ślady, które zostawił na śniegu, w palcach miętoląc frędzel szalika. Milczał przez dłuższą chwilę, wciąż wpatrując się w biały puch. Marszczył brwi.
- Zawsze powtarzałeś, że przychodzę do ciebie tylko wtedy, gdy coś chcę... Nigdy nie potrafiłem powiedzieć, że to dlatego, bo po prostu chciałem być przy tobie. Obok ciebie zawsze było jakoś spokojnie... Potrafiłem trzeźwo i logicznie myśleć. Zresztą... nie powiedziałem ci tysiąca rzeczy, na które zasługiwałeś. Zawsze miałem jakieś cholerne problemy z mówieniem o uczuciach...
Nadal przesuwał w palcach frędzel szalika. Lekko przygarbiony patrzył wciąż gdzieś w dół, w jeden punkt, rzadko nawet mrugając.
Tak bardzo chciał ułożyć sobie wszystko w głowie.
- Nie wiem, co mam robić.
Uśmiechnął się trochę bezradnie.
- Mam obok siebie faceta, który czuje do mnie tak wiele, że aż jestem tym przytłoczony... I czuję się jakoś odpowiedzialny za jego uczucia. Bo zabrałem mu pierwszy pocałunek, przespałem sie z nim... a co najśmieszniejsze, nawet nie pamiętam jak było. Zaproponowałem mu żeby zamieszkał ze mną i z Firką. A on się zgodził, mimo że czuł do mnie okropny żal. Pozwoliłem mu spać obok siebie, pozwoliłem mu na wiele rzeczy...
Ściągnął brwi, zmarszczył czoło.
- I ogółem teraz jestem z Joshem... który wybaczył mi to wszystko, co zrobiłem. A ja mimo tego, mam wrażenie, że nic do niego nie czuję, że to wszystko już dawno się wypaliło. Pomiędzy nami jest wielka przepaść tego, jak bardzo się różnimy. To było fajne, te nasze różnice, ale w zauroczeniu, gdy wszystko jest takie błache i beztroskie.
Spojrzał w końcu na jego nagrobek, uśmiechając się kącikiem ust, delikatnie, smutno.
- Za obu czuję się jakoś odpowiedzialny... chciałbym im obu dać wiele, ale z drugiej strony, czuję, że nigdy nie oddam im tego, co oni dają mi. Nie wiem, co mam robić.

- Czasami warto kierować się tym, co czujesz, a nie tym, co uważasz za słuszne.

Usłyszał jego głos.
Głos Rava.
Ten sam, z lekką chrypą, tak jak zawsze.
Jakby przy nim był.

Ale nie. To absurdalne.
Niemożliwe.
Rudy odwrócił głowę, trochę niepewnie. Z lekko rozszerzonymi oczami.

Nie zobaczył sylwetki Rava.
Nawet nie wiedział, czego się spodziewał, ale na pewno nie tego, kogo zobaczył.
Ścisnął mocniej pięść.
Złość napływała szybko, ściskając jego zęby.
Bo zobaczył te same oczy, oczy Rava, tylko z innym wyrazem. W innej oprawie.
Trochę zmęczonej, trochę kpiącej.  Pod lekko opuszczonymi powiekami.
Przyozdobionej lisim, trochę niebezpiecznym uśmiechem.
- Wybacz, że się wtrąciłem w tą rozmowę. Nie chciałem być bezczelnym intruzem. Jeśli rozumiesz, co mam na myśli - powiedział mężczyzna z kpiącym uśmiechem.

Rudy nawet nie wiedział, kiedy wstał.
Kiedy przestał nad sobą panować.
Jego pięść zrobiła to za niego.

Dumna, chociaż niewielkich rozmiarów sylwetka leżała w śniegu, szybko zmieniając swoją pozycję na siedzącą.
Pomimo bólu i pojawiającej się czerwonej mazi, czarnowłosy mężczyzna nie przestał się uśmiechać.
Trochę bezczelnie, trochę zbyt pewnie.
Jakby był na to przygotowany. Jakby wiedział, że to właśnie zrobi Rudy.
- Jak śmiesz... - Nivan patrzył na niego z góry, z lekkim wyrazem obrzydzenia. - Jak śmiesz w ogóle do mnie podchodzić po tym, co zrobiłeś.
Niewielki mężczyzna w czarnych włosach, spiętych w gładki, niski kucyk nadal się uśmiechał.
Skórzaną rękawiczką dotykał swojej bladej twarzy, tam gdzie pięść Rudego uderzyła jego skórę. Nie podnosił się.
- Miałem nadzieję na to, że uda mi się ciebie przeprosić -  wyraz twarzy siedzącego w śniegu mężczyzny nie zmienił się jednak ani trochę z "kpiącego" na "przepraszający". - Tamto załatwienie porachunków było bardzo... nieodpowiednie. Zdaję sobie z tego sprawę i chciałbym cię prosić o wybaczenie - jego uśmiech trochę przygasł, ale oczy były tak samo zimne.
Rudy mocno ściskał drżącą pięść.
Próbował uspokoić oddech.
- "Nieodpowiednie"? Chyba kpisz. Naraziłeś życie moich przyjaciół, mojego faceta i moje. Bo co? Bo chciałeś "wyrównać porachunki"? Kim ty jesteś, żeby bawić się z ludźmi w tak niebezpieczne gierki?
Uśmiech czarnowłosego lekko przybladł.
- Każdy załatwia swoje sprawy, tak jak potrafi. Ty przed chwilą też w pewnym stopniu chciałeś wyrównać swoje rachunki. Nie rozmową, tylko przemocą... - patrzył na Rudego z dołu. Poważnie, chłodno.  - I nie mówię, że to jest złe. Wręcz przeciwnie, sama rozmowa czasami nie przynosi takich rezultatów, jak wyładowanie swoich emocji w ten sposób - podkreślił swoją wypowiedź chwilowym milczeniem, po czym dodał, obserwując wyciszanie się Rudego: - Czy mógłbym już wstać? Czy może nadal jestem narażony na kolejne uderzenie?

Rudy nie mógł powstrzymać lekkiego uśmiechu.
Bo Rott, ten dumny niewielki mężczyzna, układał zdania tak, jak jego starszy brat.
Jak Rav, za którym pewnie oboje tęsknią.
I nagle ta tłumiona złość po prostu uleciała.
Rudy podał mu rękę, którą siedzący już chwilę na chłodnym śniegu mężczyzna, objął czarną rękawiczką za przedramię. Stojąc już prosto otrzepał swój elegancki płaszcz i wyjął z kieszeni białą, jedwabną chusteczkę. Rozwinął ją jednym ruchem i przysunął do rozbitej wargi.
Biel szybko pochłonęła czerwień krwi.
- Nie chcę się usprawiedliwiać, ale tamto wydarzenie nie miało stać się aż tak niebezpieczne. Nie jestem mordercą, chociaż pewnie za takiego mnie masz - powiedział o wiele niższy mężczyzna, patrząc na Rudego, nie unosząc głowy. - Zbyt łatwo ludzie przydzielają stereotypy do pewnych "profesji" oraz pakują wszystkich do jednego worka. Ale tak już jest. Wtedy poniosły mnie emocje, bo sam miałem cię za mordercę. Tak. Myślałem, że to ty zabiłeś mojego brata. - Rudy na jego słowa uniósł wysoko brwi. Milczał, nie miał w zwyczaju przerywać ludziom. - Za co też chcę cię przeprosić. Myliłem się. Byłeś wtedy gówniarzem, zdolnym, ale nadal gówniarzem, jednak już wiem, że to nie ty zabiłeś mojego brata. Teraz myślę, że nie byłbyś zdolny do zabicia kogokolwiek.
-  Skąd niby możesz to wiedzieć? - powiedział Rudy, patrząc na niego nieufnie, znów z nicią gniewu.

Rott uśmiechnął się podchodząc do drugiej ławki, na której leżały białe lilie.
Rudy już wiedział, że mężczyzna odłożył je przeczuwając, co on może mu zrobić, gdy go zobaczy.
-  Wiem o tobie więcej niż może się ci się wydawać - odpowiedział niższy mężczyzna. - Nie zacierasz za sobą śladów tak jak kiedyś. Zresztą, nawet "tamtych" nie zatarłeś najdokładniej. Rozumiem to. Wiem, że po śmierci mojego brata, wpadłeś w depresję.
Rudy patrzył na niego w niemym niedowierzaniu. Rott przeszedł obok niego, przykucnął i położył kwiaty na marmurowej płycie.
- Wiem, że mój brat cię kochał.
Rudego coś ścisnęło za gardło na te słowa. Wypuścił powietrze ze ściśniętą szczęką, jakoś niespokojnie, stopniowo, nierówno. Chciał coś powiedzieć, ale nie potrafił. Przeniósł wzrok gdzieś indziej.
- Mam jego pamiętnik. Mam wiele jego rzeczy i wiem o nim o wiele więcej, niż ty. Oboje wiemy, że nie zasługiwał na to, co go spotkało. I obaj już dobrze wiemy, przez kogo to się stało - wstał i podszedł do Rudego blisko, bardzo blisko. Spojrzał na niego, trzymając ręce w kieszeniach. - Chcę ją odnaleźć. - powiedział cicho, szepcząc. - Chcę, żeby cierpiała tak, jak cierpiał Rav. Nie. Chcę żeby cierpiała bardziej, żeby błagała o śmierć - syczał.

"Sonia"
To o niej mówił Rott.
Rudy patrzył w jego ciemne oczy.
W spojrzenie, które widziało to samo co on.  
Na jego usta, które mówiły to samo, co on zawsze chciał wypowiedzieć.
Kiedyś się tego bał.
A teraz?
Teraz bał się rzeczy o wiele bardziej przyziemnych...

- Ona... to nie jest takie proste. Musi być w grupie, która dobrze zaciera za nią ślady - powiedział Rudy. Ciszej, stojąc nieruchomo, unosząc lekko podbródek. Patrząc z góry w jego czarne spojrzenie.
- Wiem o tym. Wiem, ze często zmienia swoje położenie,  że ciągle zmienia tożsamość. Nie łatwo ją złapać. Próbowałem.
- Czemu mi to mówisz? - Rudy coś przeczuwał.
- Bo możesz mi w tym pomóc. Wiem, że potrzebujesz pieniędzy, a ja mogę ci dać... pracę - widząc jednak wzrok Rudego dodał - Czystą pracę, spokojnie. Nic gorszego, co robiłeś do tej pory - uśmiechnął się kącikiem ust, szelmowsko.  
- Niepokoi mnie to, że tak "wiele" o mnie wiesz. Nie wiem, czy nie przywalić ci jeszcze raz - Rudy powiedział chłodno. Rott uśmiechnął się bardziej.
- Mam dobrego hakera. Młodego, ale zdolnego, który potrzebuje kogoś, kto nim pokieruje - rozpiął odrobinę płaszcz i z wewnętrznej kieszeni wyjął skórzany notatnik. Widząc wzrok Rudego, uśmiechnął się triumfalnie, z pewną satysfakcją. Wyjął wizytówkę i podał mu ją. Rudy nie wziął jej jednak od razu.
- Zastanów się. U mnie będziesz miał ochronę, której sam sobie nie zapewnisz. Możesz wziąć ze sobą przyjaciela, założyć nową grupę.
- Naprawdę mam ochotę uderzyć cię jeszcze raz. - Rott znów uśmiechnął się na te słowa. Rudy chwycił w końcu wizytówkę.
- Przyjmę twoje reguły. Dam ci najlepszy sprzęt i miejsce do pracy. Powiedzmy, że to będą moje przeprosiny, za tamto. Zastanów się.
Rudy milczał. Patrzył się na niego wzrokiem, który ciężko było rozszyfrować.
- A teraz wybaczcie - powiedział patrząc na Rudego, a następnie kierując swój wzrok na zdjęcie brata. - Sprawy wzywają - odwrócił się i zrobił dwa kroki, po czym przystanął. Spojrzał jeszcze raz na Rudego jakoś tak łagodnie, bez tej wyniosłości i kpiącego uśmiechu. - Jeśli chodzi o te sprawy... o których mówiłeś Ravowi. To nie warto iść za rozumiem, uwierz. To i tak nic nie da. Może daj sobie czas, "to" samo powinno się wyklarować - uśmiechnął się do niego uprzejmie, trochę smutno, tak jak czasami uśmiechał się Rav. Pożegnał go gestem głowy.
Odszedł.
Rudy patrzył przez chwilę na jego oddalającą się sylwetkę, przesuwając w palcach kawałek papieru.

Usiadł jeszcze chwilę na ławce. Przy jego nagrobku. Milcząc

~~
Rudy wszedł do mieszkania niosąc za sobą chłodne powietrze. Zdjął buty i powiesił kurtkę na wieszaku. Minął jego drzwi.
Zatrzymał się jednak w połowie drogi do swojego pokoju. Cofnął się.
Uchylił lekko jego drzwi i zajrzał do środka.

Blondyn chyba spał, leżąc na wznak na materacu, trzymając na brzuchu zwiniętego węża.
Cóż.
Otworzył szerzej drzwi i wszedł do środka. Spojrzał na gołe ściany oraz nieustanny nieporządek.
Stwierdził, że musi mu pomóc coś z tym zrobić. W piwnicy jest przecież tyle mebli...
Przesuwając stopą leżące na podłodze ciuchy, znalazł swoją bluzę, której mu nie dawał. Ba, nawet nie wiedział, że sobie ją "pożyczył". Podniósł bluzę i przewiesił sobie przez ramię.
W końcu przedostał się do jego materaca, wziął węża z brzucha Blondyna. Włożył go do terrarium. Zadziwiająco czystego, dużego oraz zadbanego. Uśmiechnął się. Wężyczka nawet się nie poruszyła.

Podniósł koc. Okrył nim go. Dokładnie.
Usiadł obok niego, ostrożnie, starając się go nie obudzić.   
Spojrzał na niego. Śpiącego.
Powędrował wzrokiem po jego włosach, nosie, ustach i szyi, zastanawiając się, czy może na te elementy patrzeć inaczej...
Czy mogłyby go pociągać.

Marcin nie jest brzydki. Wręcz przeciwnie. Nawet jest bardzo w jego typie. Kiedyś przecież tak bardzo mu się podobał...
Ale teraz patrzył na niego jak na kumpla, dawno straconego kumpla. Którego chciał odzyskać.

Chciałby go zobaczyć go kiedyś tak po prostu... bez tego irokeza, bez tych agresywnych kolczyków.
Chociaż one nie były złe... chciałby zobaczyć Marcina... takiego... no... po prostu.  

Pewnie by to dla niego zrobił...

To takie dziwne, być aż tak pewnym drugiej osoby.

Przeszła mu  przez głowę myśl, że gdyby go bardziej... podotykał, to może poczułby coś więcej. Bo chyba jest bardziej... dotykowcem, czy jak to się tam zwie.
Uśmiechnął się sam do siebie, nie dowierzając temu, na jaki tor schodzą jego myśli.  
Po głowie przeszła mu druga myśl, że gdy z kimś jest, to chyba nie powinien myśleć o takich rzeczach. I będąc z Joshem kiedyś... nie myślał o takich sprawach. Nie myślał o nikim innym.

Ściągnął brwi.

Wyjął z kieszeni wizytówkę, przekręcił ja w palcach.  
Hacking.
Tęsknił za tym, jak za niczym.
W tym świecie nie czuł się zagubiony.

Josh tego nie zrozumie... a on, Marcin?

Był ciekaw...
:bulletred:English version: [link]:bulletred:

- polish -

Rozdział 1 [prolog] - [link]
Rozdział 08
Rozdział 09 - [link]

Ostatni był w Walentynki, teraz w Tłusty Czwartek xD
Ale mam pomysłów na następne chaptery, fjufju. Powitajmy "nowego" bohatera, którego kocham całym serduchem :D Moja kochana paskudna-żmija :D

Rott:


Dużo tu niedopowiedzeń, ale wszystko się "dopowie".
Add a Comment:
 
:icontigraingrow:
TigraIngrow Featured By Owner Nov 13, 2013
Rewelka! Rott świetny gościu. W ogóle podoba mi się coraz bardziej w jakim to zmierza kierunku. Duży plus, że akcja nie pędzi jakoś mega szybko, a cudnie buduje napięcie. Świetne to jest, ale nie ukrywam, że pewnie niedługo zacznę się niecierpliwić.
Reply
:iconkyoux:
Kyoux Featured By Owner Nov 14, 2013
Rott jest chyba moim ulubieńcem zaraz po Nivie i gupim Marcinie xD


Reply
:iconneo-n:
Neo-N Featured By Owner Dec 27, 2012  Hobbyist Digital Artist
Gabriel ahaha, mój imiennik więc już go lubię xD Nie znoszę scen rozmów przy grobach zawsze mnie tak dobijają.

Facet? Too mainstream. Sypiaj z wężem.
Reply
:iconkyoux:
Kyoux Featured By Owner Dec 27, 2012
:D:D:D:D


Wensze są najs :D
Reply
:iconimmaliar:
immaliar Featured By Owner Sep 27, 2012  Hobbyist Writer
A ja się zastanawiam, czy użyłaś takiego imienia celowo ;D W sensie Rott xD
Rozdział ciekawy... i <to do Rudzielca> TAK! Masz go pokochać, i tyle. Koniec. Kropka! ... albo wykrzyknik?
Reply
:iconkyoux:
Kyoux Featured By Owner Sep 27, 2012
No jasne :D
Rotten/Rott :3

Rott sobie sam nadał to imię, tak naprawdę ma na imię Gabriel :3

:D
Reply
:iconimmaliar:
immaliar Featured By Owner Sep 27, 2012  Hobbyist Writer
Uuu! Gabi <3 Kocham to imię ;D Ale Rotten wydaje mi się, że do niego pasuje... w końcu jest taki... zepsuty xD
Reply
:iconkyoux:
Kyoux Featured By Owner Sep 27, 2012
Też uważam, że pasuje do niego genialnie @_@
Reply
:iconywah:
ywah Featured By Owner Jun 15, 2012
o boże, Rott. Zamawiam!
Reply
:iconkyoux:
Kyoux Featured By Owner Jun 16, 2012
Ciesze się ^^

Uwielbiam Rotta :D
Reply
Add a Comment: