Shop More Submit  Join Login
×

:iconkyoux: More from Kyoux


Featured in Collections

Texts by buraczek007


More from deviantART



Details

Submitted on
May 24, 2012
File Size
24.9 KB
Submitted with
Sta.sh
Link
Thumb

Stats

Views
4,140 (1 today)
Favourites
50 (who?)
Comments
71
×



15. Blondyn

"Jest coś.
Coś, co siedzi tam... głęboko, głęboko zakopane.
Przykryte warstwą piasku i mułu. Przysypane wszystkim tym, czym tylko mogłem.

Udaję, że tego nie ma.
Że to nigdy się nie wydarzyło.

Ale jednak... noszę tego piętno. Może nie jest to tak bardzo zauważalne, ale w jakiś sposób mnie ukształtowało... inaczej, niż może bym chciał".



Te słowa... mogliby wypowiedzieć oboje.
On i Winter.
Marcin i on.

Oboje mimo innych dróg życia, innej historii, mają pewną tajemnicę.
Tajemnicę zakorzenioną głęboko.
Jej małe pędy wychodzą przez całe ich życie.
Dyskretnie.
Na powierzchnię.


---
Nie lubię o tym mówić.
Zresztą, kto by lubił...

Ogółem to ja zawsze... byłem typem uciekiniera. Potrafiłem tylko kłapać dziobem, a gdy przyszło co do czego, nigdy się nie stawiałem. Nigdy nie broniłem... siebie, swojej godności, moralności.

Dopóki był Niv, czułem się bezpiecznie.
Trochę bezkarny.

Ale gdy on odszedł... pojawiły się "nowe" potrzeby, a ja hm... nadal nie potrafiłem stawić czoło temu, w co się sumie sam wpakowałem.


---
- Cześć Nivciu - Blondyn wypowiedział te słowa jeszcze przed dotknięciem pośladków o krzesło i delikatnie ustawiając laptopa, by lepiej widzieć wirtualny wizerunek Nivana.
- Hej - odpowiedział mu Rudy, uśmiechając się lekko. Łagodnie, tak jak Marcin lubił najbardziej.
Blondyn odwzajemnił ten uśmiech i patrzył na niego chwilę w milczeniu.
- Dzisiaj sobie za dużo nie pogadamy... - powiedział spuszczając lekko wzrok.
- Czemu?
- Wspominałem ci parę dni temu... mam iść na tę imprezę.
- Z Winterem? - zapytał Niv, a jego uśmiech gwałtownie zniknął z twarzy.

Marcin zdążył zauważyć, jaki jest stosunek Rudego do "tego wokalisty".
Teraz odczuwał to tym bardziej. Nivan z każdym razem wypowiadał jego imię coraz bardziej... dosadnie.
- No tak... z nim... - Marcin odpowiedział, nadal unikając jego wzroku i przygryzając usta.
Nie lubił tego spojrzenia Niva. Krytycznego. Zimnego i co najgorsze... nieufnego.

Marcin nie zdawał sobie  jednak sprawy, że jego mowa ciała mówiła zupełnie co innego. Coś, co sprawiało, że w Rudym bezwiednie narastało pewne dziwne uczucie, nad którym nie panował.
- Może byś spojrzał na mnie, a nie wywijasz oczami? - zapytał Niv, trochę surowym i żądającym tonem.

Marcin spojrzał na niego automatycznie. Poczym zdał sobie sprawę, że zachowuje się głupio... bo nie chce, żeby Rudy patrzył na niego w ten sposób. Bo nie chce, żeby myślał... że on sam... myśli jakoś o Winterze.
Bo w sumie nie myśli.
Nie chce, żeby Niv był przez to zły. A widzi, że jest.
Tyle że...
Czyli może Nivan...
Może.
Nie.

- Nivan, ty chyba nie jesteś zazdrosny, no nie? - zapytał Marcin, tak szybko, jak szybko ta myśl pojawiła się w jego głowie.
Rudy aż zaprzeczył lekko głową, w niemym ogłupieniu tym pytaniem.
- No ty chyba żartujesz - powiedział, ściągając brwi.
Marcin widząc jego małe zagubienie, uśmiechnął się figlarnie.
- Czyli jednak? - zapytał, szczerząc się.
- Nie.
- Nie? Nic? - zadawał pytania Marcin, nadal z uśmiechem.
- Mówiłem - odpowiedział chłodno. - Nie. NIC - dodał twardo. Patrząc się na niego z pewną dozą wyższości.  

Marcin patrzył na niego przez chwilę, z lekko otwartymi ustami, szukając potwierdzenia, że Niv jednak żartuje.
Nie dostrzegł jej jednak. Przestał się uśmiechać, spuścił wzrok.
Nie wiedział nawet, co ma powiedzieć.

...

- No może trochę... - odezwał się w końcu Niv, przerywając tę sytuację, uśmiechając się lekko kącikiem ust.
Marcin spojrzał na niego i zmarszczył  brwi. Wiedział już, że Niv się z niego zgrywał.
- No wiesz... durniu. Nawet nie wiesz, jak to twoje "nic" chujowo zabrzmiało - powiedział z małą nutką pretensji.
- Powiedzmy, że to kara za głupie pytania.
- Złośliwy, rudy dureń... - burknął pod nosem Marcin, zakładając ręce na piersi. Z lekkim trybem "foch".
Nivan zaśmiał się pod nosem.
- Powiedziałbym, że jesteś uroczy, jak się denerwujesz. Ale czekaj... jak to ostatnio było... "jesteś przystojniejszy, jak się złościsz"? - zapytał Rudy, powtarzając złośliwie słowa Marcina.
- Dobrze się bawisz?
- Całkiem dobrze - odpowiedział mu Niv, uśmiechając się lekko.  

Marcin patrzył na niego kątem oka, siedząc bokiem. Milczał, trochę rozeźlony.
- No już - przerwał tę ciszę Rudy - nie bocz się, głuptasie.
Blondyn skwitował słowa Nivana odwróceniem wzroku.
- No nie mogę. Obrażasz się gorzej niż baba - zaśmiał Niv.
- Wcale się nie obrażam - odpowiedział mu Marcin, wciąż z niezmienną miną.
- Ta... jasne - ironizował Nivan.

Marcin znów nic nie odpowiedział na słowa Rudego. Patrzył się na niego tylko kątem oka.
Nivan westchnął.
- Marcin, głuptasie, przecież wiesz, że cię lubię - powiedział bezsilnie.
- Jak.bardzo. - zapytał twardo Marcin.
- Jak powiem, że bardzo, to się odbrazisz?
- Tak się nie liczy.
- Bardzo. Bardzo NIE LUBIĘ, jak się foszysz na dłuższą metę. Ale w początkowej fazie jesteś nawet uroczy - odpowiedział mu Niv.
Marcin próbował powstrzymać uśmiech.
- Tak też się nie liczy.
- Wymagający jesteś panie obrażam się-za byle co. W początkowej fazie "focha" to ogółem myślę, że gdyby dało ci się buziaka, albo przytuliło, to foch by zniknął natychmiast. No ale jestem daleko, więc muszę oglądać tę późniejszą fazę. I gadać jakieś głupoty.
Marcin uśmiechnął się, opuścił spięte ramiona.  
- Wcale nie głupoty. To było fajne.
Rudy odwzajemnił uśmiech.
Znów parzyli na siebie z pogodnym wyrazem twarzy.
- Dasz znać jak wrócisz? - zapytał.
- Dam - odpowiedział mu Marcin - Będę grzeczny. Nie musisz się martwić.


Nie wiedział nawet, jak bardzo się mylił.


---
Moment tamtego pocałunku. Mojego pierwszego.
Pierwszego z mężczyzną. Pierwszego w ogóle.
Pierwszego z Nivem.
...był chyba momentem przełomowym.

I to nie tak, że od tego momentu stałem się pedałem. Nie.
Nim pewnie byłem od zawsze.
Jednak uświadomienie tego, kim naprawdę jestem zajęło mi trochę czasu.
Gdy lęk minął, gdy minęło obrzydzenie sobą... nastał czas, w którym chciałem wszystkiego spróbować.
Gwałtownie. Mocno.
Nie bawiąc się w związki.

Nastał czas gejowskich klubów. Kiblów.
Przygodnego seksu.

Teraz myślę, że sam, z własnego życzenia, wpadłem w ten świat zbyt szybko i zbyt głęboko. A nawet nie odrastałem jeszcze dobrze od ziemi.  

Na początku byłem trochę nieśmiały.
Potem wybredny.
Później brałem to, co chciało zrobić to szybko i bez zbędnych ceregieli.

Nigdy jednak nie pomyślałem, że może stać się coś złego.
Nigdy nie pomyślałem, że mogę coś złapać. Czymś się zarazić.
Miałem dużo szczęścia.
Bardzo dużo.

Chociaż nie do końca.


---
Od samego początku dziwił się, że ma stawić się dwie godziny przed czasem rozpoczęcia tej imprezy.
Gdy przyjechał na miejsce razem z managerką Wintera, okazało się, że trzeba będzie się przebrać, umalować i że: "zajmą się nim ludzie, którzy się na tym znają"
A ludzi było wiele. Kręcili się, rozmawiali, krzyczeli.
Ogólny chaos. Ale podobało mu się to.

Gdy makijażystka zaczęła się nim zajmować, zrozumiał, że to nie jest przeciętna impreza.
Wszyscy będą przebrani.
Awangardowo, trochę strasznie, dziwacznie.

I to też mu się podobało... do momentu, gdy usłyszał, że musi zmienić swoje buty.
Potem zobaczył stroje...
Fajne, czy nie fajne... miał mieć inne buty.

NIE.

Nastało targowisko ze stylistą i fryzjerem.
Przeplatanka słów "profesjonalizm", "kompetencja", "dojrzałość".
A wszystko to z partykułą przeczącą.

Dość długie pertraktacje. Porozumienie.

Marcin zostawił buty, ale zachował irokeza.
Zmienił ubrania, ale wybrał te, które mu się podobały. Założył dodatki.
Ciemne paski makijażu akcentujący oczy, ciągnący się aż do skroni podbijały efekt tego, co miał na sobie.

Jeszcze pół godziny.

Nudziło mu się.
Czekał na managerkę, prawie leżąc na krześle i popijając dziwne piwo.
Patrzył na bezpłciowych modeli, zakładających na siebie wszystko, co dadzą im pod nos.

W oczy rzucił mu się tylko jeden.
Miał długie, ciemne i proste włosy, gęstwiną oplatające ramiona.
Ciemniejszą skórę, lśniącą od jakiegoś mazidła.
Trochę przypominał mu Niva. A może chciał, żeby mu go przypominał.

Posłał mu pewny siebie uśmiech, gdy tamten spojrzał w jego stronę.


---
Idąc z kimś do łóżka przy pierwszym spotkaniu, nie można być pewnym niczego.

Niby to już wiem...
I niby wiem, że sama gumka nie uchroni mnie przed wszystkimi niebezpieczeństwami.
Że mogę trafić na kogoś, kto ma inne upodobania.
Na kogoś, kto woli niebezpieczniejsze gierki... na kogoś... po prostu silniejszego.

Niby.
Niby to wszystko JUŻ wiem.


---
To nie był zwyczajny koncert.
Nie było tysięcy osób i wielkiej sceny. Wszystko było wręcz kameralne. A tym samym jakoś dziwnie niezwykłe i rodzące dreszcze.

Marcin, stojąc wśród tych dziwnie ubranych ludzi, skrytych pod czarnymi maskami, wsłuchiwał się w tą dziwną, niepokojącą muzykę i w głos Wintera.
W jego szept - wibrujący.
Upajający.

Patrzył na jego odurzenie muzyką, na jego ospały, ale niezwykle przyciągający ruch na scenie.
Marcin bujał się lekko, z przymrużonymi oczami.  
Czuł się nieobecny, lekki, wolny. Jakby był tylko jednym z duchów.

Zastanawiał się przez chwilę, o czym myśli Winter, gdy śpiewa. Gdzie jest.
Przez co przepływa jego głos, jego muzyka.
Co zbudowało to, o czym śpiewa...

Jego muzyka tak łatwo przepływała przez ciało.
Umysł jakby śnił.  

Delirium...


Niebieskie światła wśród mroku.
Chwilowy błysk. Oślepiający.

To dziwne uczucie czyjeś obserwacji.

Blondyn poczuł spojrzenie. Zobaczył jego.
Tego samego mężczyznę w czarnych, długich włosach.

Modela.
Stał daleko, nieruchomo, patrząc na niego.
Dziwnie oddzielony od wszystkich innych.

Marcin patrzył na niego.
Patrzyli na siebie.
Oboje.


---
Kiedyś... dawno temu...
Spotkałem faceta w przeciętnym barze.   
Nie nowość, nie dziwna sprawa, wiem.

Wybrałem go, bo przypominał mi trochę Niva. Pachniał trochę jak on...

Trochę...

Hmm... w sumie to wcale nie był podobny do Rudego.
Nie był tak zbudowany jak Niv teraz, ale wiedziałem, że w jakiś sposób jest silniejszy ode mnie.

Zazwyczaj unikałem takich facetów. Wolałem dominować, sam mieć wszystko pod kontrolą.
Ale on... wydawał się miły, postawił mi kilka piw.
Czułem się przy nim inaczej niż zawsze... To nie ja musiałem dbać o wszystko, on dbał o mnie.
Podobało mi się, jak mnie przytulał.

Gdzieś tam w głębi potrzebowałem tego.
Może bardziej, niż tych wszystkich zabaw.


---
- Jesteś stąd? - Marcin usłyszał męski głos tuż obok siebie. Mężczyzna  zapytał go angielsku.
Blondyn spojrzał na niego kątem oka, ale dobrze wiedział, że to ten sam facet.
Model.
- Może i jestem, może i nie - odpowiedział mu również po angielsku i obrócił się lekko na wysokim, barowym krześle.
Długowłosy mężczyzna przysiadł się obok z lekkim uśmiechem na twarzy. Zamówił dwa shoty. Jeden podsunął Marcinowi.
Wypili je na raz bez zbędnych słów.
- To skąd jesteś? - znów podjął rozmowę długowłosy.
- Z Polski.
Mężczyzna spojrzał na niego zaciekawiony.
- Co tu w takim razie robisz? W tym całym zbiegowisku frajerów?
Marcin uśmiechnął się kącikiem ust.
- O sobie też mówisz? Panie modelu?
- Mi za to płacą - odpowiedział ze zblazowaną miną.
- Mi niestety nie. Jestem tu na zaproszenie Wintera. Chociaż w sumie dzisiaj widziałem go tylko na scenie i hm... nie wiem dokładnie, co tu właściwie robię.
- Hmm... jesteś ciekawym tłumem. Przyciągasz uwagę osób, które są z wyższej półki. A poza tym... Winter lubi otaczać się interesującymi ludźmi. Nie lubi nudy - odpowiedział mu mężczyzna, opierając się przedramionami o blat baru.
- Dużo o nim wiesz jak na modela - skwitował Marcin.
- A kto powiedział, że jestem tylko modelem?
Marcin wzruszył ramionami i dopił swoje piwo. Mężczyzna przyglądał mu się uważnie.
- Jak się nazywasz? - zapytał.
- Marcin - odpowiedział mu krótko.

Czuł się dziwnie skrępowany obecnością mężczyzny.  
Wiedział, że nie może sobie na nic pozwolić, mimo... że chciał.
W głowie przyjemnie wirowało, a krocze wzywało. Głośno.

- Ładne imię, ciekawe. Ja nazywam się Niklas, miło mi - mężczyzna uśmiechnął się i podał mu rękę.
Marcin chwilę się wahał, zanim odwzajemnił uścisk dłoni.
- Mi też miło... ale myślę, że musisz już iść.
- Czemu? - zdziwił się mężczyzna.
- Bo muszę się pilnować - odpowiedział ze smutnym uśmiechem.
- Pilnować? Przed czym?
- Przed seksem z nieznajomymi - odpowiedział od razu. W duchu wiedział, że to nie była dobra odpowiedź. Widząc uśmiech mężczyzny, tylko to potwierdził.

---
Tamten mężczyzna... o którym mówiłem, miał swoje potrzeby... a ja nie mogłem... nie chciałem  ich zaspokoić.

Trafiliśmy do jego mieszkania, bardzo szybko...
Do pułapki, z której nie było już ucieczki.
Był silniejszy... tak mi się przynajmniej wydawało.
Nie broniłem się, bo zawsze tylko uciekałem...

Bałem się tego, co może mi zrobić, gdy powiem "nie".

Potulnie, posłusznie. Zrobiłem wszystko to, co chciał.
Zgadzając się pozornie na wszystko.

Wszystko...


Wszystko.

W duszy brzydząc i gardząc sobą.

Byłem słaby.
Nadal... jestem słaby.


---
Szli w uścisku, upitym wężykiem, co i rusz lekko  się potykając.
Pili taniego szampana.

Ich śmiech rozbrzmiewał w ciemnych, opuszczonych już uliczkach.

Marcin nie wiedział, która jest godzina. Wiedział tylko, że wypił kilka shotów i trzy piwa.
Nie myślał. Po prostu cieszył się z chwili i z towarzystwa osoby, która go rozumiała.
Przy której nie musiał nic udawać.


Parę godzin później nie pamiętał nawet, jak znalazł się w mieszkaniu długowłosego modela.
Co było impulsem i kiedy dokładnie zaczęli się całować.
Dlaczego nie powiedział "nie".

Wąż zasyczał.

Obudził się.
Ocknął się z amoku, odurzenia alkoholem i podniecenia.
Nie miał już na sobie kurtki oraz paska.
Mężczyzna całował jego szyję. Czuł dłoń przesuwającą się pod jego koszulką.
Czuł zimno ściany na plecach i ciepło nagiego torsu.

W końcu poczuł, że nie powinno go tu być.

Wzdrygnął się.
Po plecach przeszedł nieprzyjemny dreszcz.

Lekko odepchnął mężczyznę od siebie. Otępiałym wzrokiem spojrzał w jego zdziwione oczy.
- Wybacz, sorry, naprawdę, ale nie mogę... Wiem, że głupio, sam tego nie lubię, ale nie mogę - mówił szybko, gestykulując dłońmi.
Mężczyzna jednak nie odsunął się, wręcz przeciwnie, przysunął się i objął go mocniej.
- Daj spokój, oboje wiemy, że tego chcesz. Przecież to czuję - mruczał do jego szyi, napierając na jego krocze uniesioną nogą.
Marcin odepchnął go mocniej.
- Nie o to chodzi. Nie mogę - powiedział, mijając go.
Starał się być uprzejmy na tyle, na ile pozwalało mu jego upojenie, bo sam nie znosił takich sytuacji.
Podniósł z ziemi swoją kurtkę, podpierając się o ścianę. Był naprawdę mocno wstawiony.
Kręciło mu się w głowie.
Dotknął czoła dłonią i zamknął przez chwilę oczy, kierując się do wyjścia.

Położył dłoń na klamce. I nacisnął.
Nie zdążył jednak otworzyć drzwi. Druga, większa dłoń mu to uniemożliwiła.
Spojrzał zaskoczony na torującego mu drogę mężczyznę.
- Chyba  śnisz. Nie stracę przez ciebie całego wieczora - model powiedział z zimnym, nieprzyjemnym wzrokiem.
Marcin uśmiechnął się nerwowo.
- Żartujesz sobie no nie? - zapytał z rosnącą paniką w głosie.

Nie.
On nie żartował.

Marcin szarpnął za klamkę. W popłochu.  
Pragnąc jak najszybciej uciec.

I nagle poczuł ostry ból w policzku. Niespodziewany. Silny.
Odrzuciło go tak, że upadł na podłogę.
Dotknął twarzy drżącą dłonią, spojrzał na stojącego nad nim mężczyznę.

Już nie był tym samym zabawnym i sympatycznym modelem.
Już nie.

Zamknął oczy, ściągnął brwi.
"Jestem taki głupi. Tak cholernie głupi".

Znał tą sytuację zbyt dobrze.
Sam się w nią wpakował.
Przeklinał siebie, przeklinał swoją karmę.
- A teraz będziesz grzeczny i zrobisz to, co ci powiem - mężczyzna wypowiedział te słowa stanowczo, stając tuż przed nim.

"Powtórka z rozrywki".
Marcin zaśmiał się z siebie w duchu, a mężczyzna chwycił go mocno za szyję i podbródek.
Blondyn przekrzywił twarz.
- Zrozumiałeś? - model zapytał przez zaciśnięte zęby.

Prędkość i ilość myśli, jaka przeszła w tej chwili po głowie Blondyna, jest ciężka do opisania.

Zgodzić się. Przeżyć kilka godzin. Bez "większego szwanku".
Bez "urazów"... Tak jak kiedyś.

Nie chciał. Tak bardzo nie chciał.
Lęk wypełniał go od środka.
Czuł się mały.
Słaby.

Ale teraz... przecież....
Teraz miał do stracenia coś więcej.
O wiele więcej.
Chciał być częścią Rudego. Chciał być tylko jego.
Tak długo walczył, by z nim być. Tak bardzo by chciał...

Walczył.

Obiecał coś.
Coś co już spieprzył.

Ale... mimo wszystko...
- Wal się, szmaciarzu - Blondyn wysyczał, patrząc na niego wzrokiem równie wystraszonym, co pogardliwym.
Splunął mu w twarz z czystą satysfakcją.

Wiedział dobrze, że zostanie za to ukarany. Znał już dobrze, ten typ... tak bardzo dobrze.

Tym razem zabolało bardziej.
Poczuł w ustach metaliczny smak.

Uśmiechnął się bezczelnie, patrząc na mężczyznę z dołu.
Jednym ruchem nadgarstka, wytarł swoją krew.
Nadal czuł strach, ale jego wzrok był inny.
Wyzywający. Pewny siebie.

Musiał się w końcu nauczyć.
Walczyć.
O siebie. O swoją godność.

Musiał zapłacić za błędy.

Katharsis.

- Tylko na tyle cię stać? No dalej, nie marnuj swojego wieczora...
Powiedział, z tym samym wyzywającym uśmiechem, z zakrwawionymi ustami.
Patrzył pewnie w oczy stojącego, podenerwowanego mężczyzny.

Z czerwonymi zębami, szczerzył się dziko.
:bulletred:English version: [link]:bulletred:

- polish -

Rozdział 1 [prolog] - [link]
Rozdział 15
Rozdział 16 - [link]

Ten rozdział miał mieć w założeniu jeszcze trzy fragmenty, ale że wyszedł długi, to stwierdziłam, że go jednak podzielę. (zresztą, z braku czasu wlokłam go strasznie)
W tym chapie przeplata się dalsza historia oraz przemyślenia Marcina.
Marcin ujawnia nam kolejne puzelki z jego przeszłości oraz ładuje się w tarapaty. Jak to on ; )


Jak zwykle, proszę ślicznie o komentarze i uwagi :3 (nawet parę słów jest dla mnie bardzo cenne)


---
:bulletred: Page with my story :bulletred: (I need time to put everything)

:iconecho-of-the-past: [fanpage]
Add a Comment:
 
:iconmirajanegosh:
MirajaneGosh Featured By Owner Jul 22, 2014  Hobbyist Traditional Artist
Bardzo się cieszę, że Marcin się rozwija jako człowiek i bohater, naprawdę w tym momencie zdobył moją sympatię. Świetnie poprowadzona akcja ^^
Reply
:icontigraingrow:
TigraIngrow Featured By Owner Nov 14, 2013
No dobra. Zaniepokoiłam się, jak mówił o tym zabezpieczaniu się i braku 100% pewności. Czyżby Marcin wcześniej złapał jakiegoś syfa?
A teraz ta sytuacja z modelem  -> cieszę się, że Marcin nawet ryzykując gwałt nie oddał mu się dobrowolnie.
Reply
:iconkyoux:
Kyoux Featured By Owner Nov 14, 2013
Marcin jak do tej pory złapał tylko owsiki, ale to nie przez kontakt seksualny xD
Jak już pisałaś, ma więcej szczęścia niż rozumu. 
Reply
:iconkachaa15a:
Kachaa15a Featured By Owner Jan 14, 2013
Yyyyy co za idiota!! Jak ja bardzo nie mam pytań =.='' ale i tak kocham tego przygłupa :D <3
Reply
:iconkyoux:
Kyoux Featured By Owner Jan 15, 2013
Marcin to kretyn, ale uroczy xD
:D Cieszę się :hug:
Reply
:iconneo-n:
Neo-N Featured By Owner Dec 30, 2012  Hobbyist Digital Artist
Kurde lubię to tak bardzo - Marcin czasami potrafi być taką ciotą, że aż boli więc to, że się w końcu postawił na wieeelki plus. I cholercia pasuje mu ten "dziki uśmiech" :D
Reply
:iconkyoux:
Kyoux Featured By Owner Dec 30, 2012
No potrafi, potrafi, ale czasami ma dobre momenty xD
@__@
Reply
:iconywah:
ywah Featured By Owner Nov 17, 2012
jak to cudownie wrócić po przerwie do tej opowiastki....ehe.
Boję się o Marcina!
Reply
:iconkyoux:
Kyoux Featured By Owner Nov 18, 2012
Będzie dobrze ;)
Reply
:iconimmaliar:
immaliar Featured By Owner Sep 27, 2012  Hobbyist Writer
Huhuuh, ostro... głupol... znowu się w coś wpakował >.<" No ale... to on, nie mogę się gniewać xD
Reply
Add a Comment: